2005-03-22 12:02:44 >>

roz6, czyli duma, faceci i oczekiwanie na akcje..



19.12
nie wiem kiedy Lo wrocila..moze wcale nie wrocila na noc..mozliwe..Ubralam sie i szybko pobieglam na sniadanie, przeciez chyba tam musiala isc! "przeczesalam" cala sale wzrokiem ale po Lo nie bylo sladu "Gdzie jestes?!Lo prosze.."ale Lo nie pojawiala sie..z tych nerwow nic nie zjadlam..goraczkowo myslalam gdzie moze teraz byc..Spojrzalam instynktownie w strone drzwi i o malo nie spadlam z krzesla! Lo stala w wejsciu razem z tym DUPKIEM! a nadodatek trzymala go za reke! popatrzylam na tego calego Rolanda, a on na mnie i nie wiem dlaczego ale uslyszalam jego mysli "dzieki niej zblize sie do Ciebie!" Boze! Lo przeciez Ty jestes tylko jego marionetka! - pomyslalam i podbieglam do niej..

-Lo, co Ty robisz?! martwilam sie o Ciebie!!
- czyzby? - odpowiedziala kpiacym tonem
- o co Ci chodzi!
- o nic..-odpowiedziala TYM tonem, tonem ktorego nie uzywala, nigdy..- ale teraz musimy isc na sniadanie, wiec do zobaczenia - obeszli mnie usmiechajac sie pogardliwie..

O nie! tego za wiele! wybiegajac z sali uslyszalam glos wolajacego mnie Remika. Zatrzymalam sie, nie odwracajac twarzy, przeciez nie bede sie upokarzac, pokazuja komus, ze placze!

- Elfi! szukalem Cie! mielismy sie spotkac, zapomnialas?
- dzisiaj? przepraszam..ale..ech..
- co sie stalo ?- przytulil mnie, tak ze odrazu poczulam sie lepiej
- Lo nie wrocila na noc..rano pobieglam ja szukac..ona..ona chodzi z Rolandem!!
- tak..z Rolandem..widzialem ich rano..jak..jak..
- co jak?
- nie lubisz go?
- nie zmieniaj tematu..prosze -powiedzialam blagalnym tonem
- no wiec..oni sie calowali
-ca-calowali? - poczulam sie jakby mi grunt spod nog uciekal..
- Elfi, co z Toba!?
- poprostu..zle..zle..- nie moglam dokonczyc zdania, poczulam sie slaba..bardzo slaba, az nagla zapadlam sie w ciemnosc..nie slyszalam nic wiecej, nie widzialam nic wiecej..poprostu przenioslam sie do innego swiata..swiata wizij..Boze, prosze..nie chce..
*
Obudzilam sie w lozku w gabinecie Medwiedzmy. Nie zaczesto tu przebywam, ale musze przyznac, ze interesuje sie lecznictwem. Znam wiele zaklec, ktore moge pomoc chorej osobie..
Wybieglam szybko i cicho, przeciez musze sie pakowac, dzisiaj powrot do domu na Swieta! Nie moge sie doczekac.. Przebiegam skrzyzowanie korytazy i widze calujaca sie pare...wspomnienia jak zimna fala we mnie uderzaja..Lo..co z Toba? Wchodze do pokoju, do NASZEGO pokoju, LO, Vil i Fran sa juz spakowane, rozmawiaja o swoich chlopakach. Podchodze do LO "- musimy porozmawiac"-rzucam lodowato, wychodzimy z pokoju na korytaz..
- co jest Elfi?
- no wlasnie Lo, od kiedy sie spotykasz z nim?
- od poczatku - opieram sie o zimna sciane - Ale co Cie obchodzi moje zycie, co?
- LO?
- no tak! nigdy sie mnie nie interesowalas!
- co Ty mowisz?!
- prawde! zawsze Ty i TY!!!
- co Ty mowisz? co Ci sie stalo?!
- nic! spadam do Ro!
Odbiega szybko z pogardliwym usmiechu, a ja wracam do pokoju rzucam w strone szafy :"pakuj!" i mam z glowy..to nie bede latwe Swieta..
- Elfi, poklocilas sie z Love?
- nie, poprostu ostra wymiana zdan..
- acha, moze pojdziesz znami na ostatni posilek przed Swietami?
- co? a nie, nie idzicie
Wychodza, biore zdjecie Lo, usmiech sie do mnie tym swoim usmiechem dziecka, mysle "Co z Toba siostro?" ale nie dostaje odpowiedzi tylko wizje:
(wizja) Korytaz, ciemny, pusty i zimny LO kloci sie ostro z jakims Mezczyzna, nagle obraz sie zmienia Jestem przyczepiona do sciany Lo lezy na srodku kregu cala we krwii, krzyczy..chce jej pomoc, ale nie moge, moje rece sa rozciete, dlugie krwawe pregi ciagna sie po moich reka, dloniach, nogach, poprostu po calym ciele niczym zmije czajace sie. Podchodzi do mnie kobieta "myslalas, ze mozesz wszystkim ufac?"pyta zimnym glosem "glupiutka dziewczynka, przeciez Cie ostrzegali, ale lepiej bylo grac bohaterke, co? etraz tatus ani mamusia Ci nie pomoga! Oni zgina a Ty bedziesz zyla z tym pietnem i marzeniem o smierci, ale nie umrzesz!!"smieje sie okropnie rzucajac we mnie zaklecie, krew tryska z moich rozcietych dloni jak deszcz, ale mysle tylko o uratowaniu ich...
*
Wsiadamy do pustego przedzialu, pociag jedzie szybko, ale za wolno. Kocham predkosc, kocham szybkie samochody, kupie sobie kiedys jakis. Patrze w okno nie widzacym wzrokiem, obok siedzi Remik z kolegami, rozmawiaja o miotlach, a ja marze wolnosci...
* WYsiadamy na pronie, zegnam sie z Remikiem i zauwazam Mame "no tak, jak Ojciec moglby sie tu pokazac.."
- Chodz kochanie - tuli mnie - jak bylo?
- dobrze, aportujemy sie?
- nie, mamy Twoj wielki kufer, jedziemy
Wychodzimy z dworca,jest juz wieczor, przed nami stoi czarne, piekne, sportowe auto. Mama wrzuca zakleciem kufer do bagaznika i wsiadamy. Ostatnie spojrzenie na "kolegow" i odjezdzamy z piskiem opon..Jedziemy do domu...
skomentuj (4)