2005-03-09 15:25:15 >>

roz 4(swieta, sny, Remik i...)



2.12
Nastal grudzien, a wraz z nim Swieta, jak ja kocham Swieta! ale nie tylko z powodu prezentow, nie, chodzi mi o te Magie Swiat, te spotkania z Rodzina..mm..chcialabym moc spedzac Swieta z moja "siostrzyczka", ale coz..przeciez Love nie zostawi Ojca dla mnie..- rozmyslajac o wszystkim siadlam na parapecie okna i patrzylam na wirujacy snieg. Bialy, czysty, i taki piekny..poszlabym sie teraz przejsc, ale zabronil mi tego Tato, choc ja nie jestem grzeczna dziewczynka i nie slycham sie zakzow ale tego posluchalam.. Ide sie przejsc - postanowilam. Ubralam sie w szaty narzucilam plaszcz i wyszlam..musialam wyjsc, zostawic to wszystko, by pomyslec, by rozwazyc i zastanowic sie nad tym wszystkim...
Przeszlam szybko przez korytarze, zbieglam ze schodow - oczywiscie najciszej jak umialam (co wcale mi klopotu nie sprawialo, poniewaz nauczylam sie od Taty takiego sposobu chodzenia - szybko ale cicho)przeszlam przez wielkie drewniane drzwi i wybieglam na swieze powietrze! tego bylo mi potrzeba! chwili samotnosc(nie wzielam ani Love a ni mojego weza), chwili spokoju..Przeszlam przez polane i wbieglam do lasu, ktory wyglada cudownie! drzewa przykryte sniegiem, ktory wyglada niczym biala, ciepla koldra! podeszlam do wielkiego, zamarznietego jeziora, rozejrzalam sie wokol w poszukiwaniu miejsca do usiascia i znalazlam kamien, ogrzalam go zakleciem i usiadlam. Teraz moge spokojnie myslec..
Siedzac w ciszy przypomnialy mi sie drzwi od zamknietej czesci domu, ktore byly bardzo podobne do drzwi wejsciowych szkoly...choc roznily sie paroma szczegolami..ale jednak byly to prawie te same drzwi! tak samo masywne, tak samo wielkie i nawet z taka sama klamka, tylko nie bylo na nich wezy tak jak u mnie, ale..czy to zwykly przypadek? Nagle uszlyszlam(oprocz cichego i szybkiego chodzenia, potrafie uslyszec nawet bardzo ciche rozmowy, widze w ciemnosci i poruszma sie "jak kot, z gracja, wdziekiem i drapieznoscia" meow!), ze ktos idzie w moja strone..Odwrocilam sie i..i ujrzalam slicznego chlopca! Jego wlosy i oczy czarne niczym wegiel, a twarz biala jak snieg..

- Witaj - powiedzial
- witaj- usmiechnelam sie - widze, ze tez sie wybrales na spacer..
- tak, musialem przemylec pare rzeczy..
- ja tez..cudowne miejsce do rozwazan, tylko troche zimno..
- rzeczywiscie zimno, jestem Remigius de Sollider - usmiechnal sie
- Elfivien Glacier - odwzajemnilam usmiech
- z ktorego roku jestes?- zapytal i usmiechnelismy sie..
- szosty, ale nigdy Cie nie widzialam..
- siodmy, ja Ciebie tez nie widzialem..
- nie lubie byc w centrum zainteresowania..
- no tak..zwazywszy na Twe nazwisko..a propos, jak nazywa sie Twoj Ojciec?
- pelne imie czy tylko te ktore uzywa?
- moze byc pelne - odpowiedzial
- a wiec Serpens Seavus Sergius Salazar Freya - Glacier, ale Freya to nazwisko Matki, ja tez mam dwa nazwiska
- wiesz, chyba moj Ojciec jest przyjacielem, a zarazem zwolennikiem Twojego Ojca - zwolennikiem? o co chodzi?
- co to znaczy zwolennikiem?
- nie wiesz co Twoj Ojciec robi?
- no wiem, ze nie jest dobrym facetem, i ze jest Czarnym Panem..
- moze zmienmy temat? - zapytal
- no dobrze - choc ja i tak wiedzialam co zrobie jak tylko wrocimy do szkoly! napisze do Cioci!
Z powodu zimna wracalismy do szkoly rozmawiajac o roznych rzeczach, i musze przyznac, ze Remik jest nie tylko slicznym chlopcem, ale tez bardzo inteligentnym ..
- jestes fajna dziewczyna, ELfi!
- dzieki
- spotkamy sie jutro?
- oczywiscie! o 6 tutaj(czyli przed wielkiemi drzwiami)?
- nie, lepiej o 5 tutaj! bedziemy miec wiecej czasu!
-dobrze, no to..to pa- powiedzial robiac jakis dziwny ruch jakby chcial mnie pocalowac..
- to do zobaczenia- i ucieklam
Cholera!CHOLERA! jak moglam uciec? dlaczego nie dalam sie pocalowac? - doszlam do naszego pokoju..ale Love juz nie bylo..pewnie poszla na sniadanie..spojrzalam na zegarek i o malo nie zemdlalam ! 10!! juz 3 lekcja! Boze..gadalam z Remikiem 4 godziny...wzielam ksiazki i pobieglam na lekcje Czarnej Magii

- przepraszam pani profesor!
- Glacier! masz spoznienie i..szlaban, po lekcji zostan w klasie w celu omowienia go! Na miejsce!
Przeszlam na sam koniec sali i usiadlam, dlaczego ta kobieta jest taka nie mila? w jej oczach widze tylko pogarde i nienawisc jak na mnie patrze, ale dlaczego? moje rozwazania przerwala karteczka Lo -"co sie stalo?"
-"pozniej CI powiem"
- panna Glacier! karteczki! pokaz to! natychmiast!
..Jakos dotrwalam do konca..po lekcji musialam zostac ..
- poczekam pod klasa-powiedziala Love
- dobrze
- a wiec Glacier! posprzatasz wszystkie kociolki od mikstru! Dzisiaj o 8. masz do mnie przyjsc i pojdziemy tam razem, a teraz wynos sie! - jak zwykle mile pozegnanie..
Wybieglam z sali..bylam tak wsciekla, ze nie zauwazylam Love..

- co sie stalo?
- pozniej CI powiem..
- zawsze pozniej, powiedz teraz, nikt nas nie slyszy a w dodatku mamy przerwe!
- spotkalam rano Remigiusa..
- tego slicznego chama z 7. roku?
- chama? tak, to ty go znasz?
- najwiekszy przystojniak w szkole..ale ciemny z niego charakterek - zasmialysmy sie
- jak my wszyscy, ale my tylko rozmawialismy
- no to gratulacje!poderwac Remika..
- dzieki..ale chodzmy moze juz na mikstury..
- no chodzmy, bo nie zdazymy..
Schodzilysmy z gory i schodzilysmy, az wkoncu tak sie zamyslilam, ze spadlam z kilku schodkow w..w ramiona Remika!

- oo..Ksiezniczko, uwazaj!
- dzieki..
- chyba teraz bede Cie juz lapal zawsze?-szepnal mi do ucha
- chyba tak- odpowiedzialam- ale teraz musze juz isc, dzieki- i pocalowalam go w policzek
- uu..Elfi..juz po Tobie!
- Love, przestan!
- tak, juz zaczynasz swiecic
-to zawstydzaj mnie jeszcze bardziej!
I tak zadowolone poszlysmy na mikstury a pozniej na obiad..

- co na obiad?
- chyba jakies kluski z burakami i sosem..
- mniam, miesko!
- Love..nie badz morderca..
- oj..Elfi!
Po obiedzie wszyscy bylismy zwolnieni z dalszych lekcji, poniewaz ich nie bylo z powodu rady pedagogicznej, wiec razem z Love wzielysmy sie za lekcje i nawet nie zauwazylysmy kiedy nastala 7.53..

- Love, ja lece..
- nom, uwazaj na siebie!
- Ty tez!
- narazie
Pobieglam jak najszybciej do klasy tej wrednej baby, spojrzalam na zegarek 8.00 zapukalam

-prosze!-zimny glos
I weszlam..
- punktualnosc to wazna cecha!
- wiem, pani profesor..
- ale teraz ty i pan Sollider udacie sie za mna..-Sollider? Remik! odwrocilam sie a on stal z tym swoim wrednym usmieszkiem..

- witaj..
- Chodzcie!
I poszlismy za ta wredna baba do lochow, aby czyscic ku jej radosci kociolki...

- za co?- zapytalam
- za chamstwo i moj wredny charakter
- ty masz chamskie zachowanie?od kiedy?
- od zawsze, wlasciwie to jestem zimnym, zlym chlopcem!
- nie wierze..-mrugnelam do niego
- w stosunku do Ciebie nie jestem
- zauwazylam
- wchodzcie! macie tu gabki i wode! szorujcie!
I szorowalismy 2 godz, 3 godz. az jej sie znudzilo pilnowanie nas i wychodzac na wychodne rzucila:

- macie sprztac! na drzwi naloze zaklecie monitorujace!

I wyszla..

- chociaz mamy troche czasu dla siebie!
- nom mamy, ale wole najpierw to skonczyc..
- no to chociaz porozmawiajmy
- dobrze..

Nasza rozmowa trwala 3 godziny ..

- chyba o nas zapomniala..
- to dobrze - odpowiedzial i przysunal sie do mnie
- czy ja wiem..jestem zmeczona juz.. Remik a co ty robisz?
- caluje CIe..- rzeczywiscie zaczal calowac mnie po szyji...
- nie uwazasz, ze to za szybko?
- rzeczywiscie...przepraszam.
- ..
- SKONCZYLISCIE?!- zimny glos..
- tak pani profesor
- zobaczymy - sprawdziala wszystkie kociolki- no wiec idzcie!
- dowidzenia pani profesor

I poszlismy ja w swoja strone i on w swoja strone..z marzeniem polozenia sie..Gdy weszlam do pokoju i spojrzalam na zegarek..zasmialam sie byla 3. rano..no to mam 2.godziny snu ..i zasnelam..

skomentuj (5)