2005-04-15 21:07:26 >> roz 10, czyli pobudka, i ciezkie dni..Dedykejszyn for all!:* 4.02 Otwieram oczy i stwierdzam, że siedze, a raczej na wpół leżę Remikowi na kolanach! Cóż, wspomnienia wczorajszego wieczora odtawarzają się w moim umyśle i muszę stwierdzić iż ten sen, w niezbyt wygodnej pozycji, zregenerował mnie bardziej niż sen w łóżku. Przytulam się jeszcze raz do Remika i delikatnie szepczę mu do ucha : - Remiś, Miśku.. Otwiera pomału zaspane oczy i uśmiecha się.. - o, dzień dobry Kochanie! Daje mi buziaka w policzek - jak się spało ? - pytam - mmm..cudownie!- odpowiada Wstaję i przeciągam się w bardzo koci sposób, i nagle przypomina mi się moje ostrzeżenie, wiec pytam - i jak było na miksturach? - rzeczywiście wybuchł ten kociołek, dzieki za ostrzeżenie Kotuś - uśmiecha sie słodko - ale musimy się stąd ulotnić po cichu - no to chodźmy - łapię Go za rękę i wychodzimy szybko za "naszej" sali. Na korytarzu są pustki, nie widać nawet patrolujących nauczycieli, co jest bardzo dziwne.. - co jest? - pytam - nie wiem - poczekaj - czuję, że moja intuicja coś próbuje mi przekazać - hmm..wszyscy są w Wielkiej Sali, jakies ogłoszenie, czy coś w tym stylu.. - może nie idżmy tam? - masz racje, co dzisiaj jest? - mm.. sobota? - no to chodżmy na spacer! - a płaszcze? - hmm..poczekaj - zostawiam ciało obok Remika, wkońcu wie co robię. Jako duch przenoszę się do pokoju mojego, a po tem do Miśka. POdaję mu płaszcz - co tak szybko?- pyta - jestem profesjonalistką!- odpowiadam "szczerząc" zęby Wychodzimy z zamku trzymając się za ręce, wkońcu jesteśmy parą. Chodzimy po błoniach wokół zamku, ale nagle mam wielką ochotę wejść do lasu - może wejdziemy? - jeśli chcesz to możemy Przechadzamy się długimi, krętymi i wąskimi ścieżkami. Musze przyznać, że uwielbiam ten las..zawsze miałam pewnego rodzaju słabość do niego. - pamiętasz? Tu się pierwszy raz spotkaliśmy!- mówi Remik z błyskiem w oku - oczywiście, jak mogłabym zapomnieć spotkanie z facetem, którego boją sie wszyscy uczniowie? POwiedz mi, jak ty to robisz? - co robię? - że wszyscy się Ciebie boją! - czy ja wiem..może tak - pokazuje mi swoje uroczo zimne spojrzenie - dziękuję, nie musisz mnie bardziej uświadamiać - a dlaczego? - no bo wiesz Remik..wyglądasz strasznie! - strasznie powiadasz? no to uważaj! - podnosi biały puch z ziemi i rzuca nim we mnie - oż Ty! - nie pozostaję mu dłużna i też rzucam w niego..I tak rozpoczyna się bitwa na śnieżki i nie śnieżki * Po dwóch godzinach wracamy cali mokrzy i zziebnięci, ale również szcześliwi i uśmiechnięci. Przy Remiku czuję spokój, spokój wewnętrzny, dzięki, któremu mam wrażenie, że nic mi nie grozi, że świat jest pełen miłości i pokoju.. Przechodzimy przez wielkie drzwi i wpadamy wprost na najgorszą nauczycielkę na świecie..Profesor Millson..a props, jak to się stało, że takie babsko wykłada tak cudowny przedmiot jak CZarna Magia?! - Glacier! Sollider! gdzie się to chodzi? - pyta głosem pełnym nienawiści - wokół zamku pani profesor - Ha! Macie szlaban i ..i niespodzianka! - raczej niezbyt miła.. - a teraz Idźcie stąd! Odchodzimy od niej jak najszybciej, ale to i tak juz nic nie zmieni, co się stało to się nie odstanie.. - gdzie idziemy? - pytam - może do mojego pokoju? - tak, tylko się przebiorę, idż już.. Aportuje się mimo zakazów dyrektora w swoim pokoju. Naszczęście jest pusty, podchodzę do szafy i wyciągam spodnie i ciepły swetr, a następnie się przebieram i wychodząc słyszę dziwny dźwięk, ktoś jak gdyby pociągął nosem w bardzo charakterystyczny sposób, niech będzie, w sposób charakterystyczny dla Lo..Ale wkońcu obiecałam sobie, że nie będę się nią przejmować.. - zaczekaj - mówi zapłakanym głosem nie odwracając się pytam : co chcesz Garney? - teraz Garney? a co z Lo? - Lo? a Lo nie ma, więc, o co chodzi? Szybko, nie mam czasu! - mówię głosem ociekającym sarkazmem - dlaczego jesteś taka? - taka? HAha! jaka? a zreszta żegnaj - aportuje się w pokoju Remika i odrazu rzucam sie na jego łóżko - co tak długo? - spotkałam Garney - Garney? - no Lo! - acha, i? - no i ją potraktowałam jak śmiecia - no i dobrze! - co robimy? - chyba trzeba iść na obiad.. - no to idziemy, chyba, że chcesz się aportowac! - na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech - no jasne! - ale po chwili smutnieje- ale nie umiem - no to co? możesz ze mną się aportować - jak? - obejmij mnie i zamknij oczy Zawsze zamykałam oczy, ale już się przyzwyczajyłam..Obracamy sie wokół włąsnej osi i nagle znajdujemy się na korytarzu obok wielkiej Sali - i jak bylo? - nie tak żle.. - no to idziemy Podchodzimy do stołu mojego domu i siadamy razem, jesli Rol i Lo mogą to my też! Na obiad dzisiaj jest spagetti..mniam! Jemy szybko, o ile można i popijamy sokiem, a następnie wychodzimy na korytarz - no to gdzie teraz? - oczywiście, że do mnie Znów idziemy do Remika, zupełnie nie wiem po co, ale idziemy. siadam wygodnie na Jego cudownym łóżku i czytam napisy z plakatów wiszących na suficie.. - ale z Ciebie kibic! - a coś myślała? - hmm..szczerze? - tak - ze jesteś tylko diabełkiem o cudownej inteligencji! - no bez przesady! nie taki ze mnie kujon! i nie uosobniaj mnie z jakimś Aniołem! - no przecież mówie "diabełkiem"! odwracam głowę i nagle dostaję poduszką! - Mało CI wojny?! - a mało! Kontraatak i następuje kolejna wyczerpująca wszystkie siły bitwa, z tą tylko różnicą, że nie na śnieg tylko na poduszki - stop! stop - mowi - nom? - może jakaś muza? - hmm..okej, puść coś włacza coś na jakimś starym adapterze niewiadomo czemu działającym.. Znów rozpoczyna się walka tyle ze w rytm muzyki CDN skomentuj (5) |
|
|||||||