2005-07-19 10:38:46 >>

cd roz 13..



- tak? jakoś się nie boję..- kolejne zaklęcie powoduje, że nie mogę ruszyć ani rękami, ani nogami - zaraz sprawdzimy..KOCHANIE
ROzpina czarną, aksamitną koszulę i robi minę niewioniątka
- a może poprosimy kogoś o pomoc w naszej zabawie? Co kochanie? tak też i sądziłem..McAuley!- woła - Przyprowadź niespodziankę!
Siada na fotelu obok łóżka i obserwuje mnie. Słyszymy kroki i nagle do pokoju wchodzi McAuley z człowiekiem, który na głowie ma jakiś worek..
- a teraz wyjdź! - rozkazuje swojemu "przyjacielowi" i podchodzi do tego nieszczęśnika - chcesz zobaczyć kto to? - mówi słodkim głosem - napewno bardzo się ucieszysz na widok TEJ osoby..- powoli, ale bardzo powoli ściąga materiał z głowy i moim oczom ukazuje się....Remik. REMIK!? Ale jak to możliwe?! Cały poobijany, wzrok ma rozmyty..
- Co mu zrobiłeś skurwysunu?! - wrzeszczę na Marvola
- nicccc...zupelnie niccc..no ale trzeba rozpocząć naszą zabawę, czyż nie? Remigius, co Ty na to? ja, Ty i ona? Taka zabawa mała? hm? - rzuca na Remika jakieś zaklęcie i odrazu Jego oczy stają się puste, tak boleśnie puste..- bierz ją! - rozkazuje mu,a ten jak grzeczny baranek wypełnia rozkaz rzucając się na mnie i rozbierając z resztek pasków, które kiedyś przypominały purpurową szatę..Całuje moją szyje i nagle słysze Jego głos, Jego cudowny głos!
- Wybacz mi kochanie..
- wybaczam, ale jak tu się dostałeś?
Nadal całując moją szyję, opowiada, jak 10, ubranych na czarno facetów złapało go w lesie i przywlokło tutaj, i torturowało przez przynajmniej 20 godzin..
- Co mu tam szepczesz?! - słyszę głos Marvola
- a co Cie to kurwa?
- oo..ostra jesteś, ale takie lubię!
Przecież to nie miało tak wyglądać! ten pierwszy raz miał być cudownym wydarzeniem w naszym życiu..Ja, Remik..świece, muzyka..
ALe to już się stało..już nigdy nie będzie tego pierwszego razu..no, ale czego mogłam się spodziewać..Trzyma mnie za piersi, lekko je ugniatając..i..poprostu pieprzy mnie..ile to już trwa? NIe wiem, ale Jego oddech, przyspieszony, gorący..tak było by nam dobrze, hdybyśmy to my zadecydowali o tym, a nie Marvolo..ale..
- Remik - szepczę ciocho - wybacz, ale jeśli mamy się uwolnić, to musze Cię zrzucić..więc uważaj, TREAZ!
Zrzucam go z siebie i moja moc sprawia, że zaklęcia które sprawiły, iż nie mogłam się ruszyć przestały działać, wyobraziłam sobie czarne spodnie i czarna koszule, które natychmist zmaterializowały się na mnie..
- a teraz KOCHANIE, policzysz się ze mną..tak, tak misiaczku, nie wiesz z kim zadarłeś! - z moich porozcinanych dłoni wystrzelują dwie czarne kule,któe odrazu wiedzą gdzie mają cel..Marvolo cały sparaliżowany ze strachu nawet nie próbuje się bronić, bo cóż by to dało? Najsilniejsza wiedźma, córka czarnoksiężników, nikt jej nie dorówna, czyż nie?
Odwracam twarz, ale tego krzyku nigdy nie zapomnę..Już po Tobie Marvolo, a mogłeś żyć spokojnie..
- Remik..chodźmy stąd..-mówię spokojnym, zmęczonym głosem..wkońcu to zaklęcie to nie zabawka!
Remik, zamiast wychodzić, podchodzi do mnie i klęka..
- wybacz mi, wybacz mi Kochanie, to nie tak miało wyglądać..wybacz mi..
- już mówiłam, że wybaczam, a teraz chodź bo jak jego koledzy nas złapią, to nie damy im rady..
Łapie mnie za rękę i nagle puszcza..
- co to jest?! - Krzyczy przerażony- co z Twoimi rękami?
- porozcinał mi dłonie, żebym nie mogła go zabić..
- w domu sie tym zajmiemy..
WYchodzimy z tego przeklętego pokoju, schodzimy po schodach i nagle na dole.. stoi cały krąg jego zwolenników..Wszyscy mają przygotowane różdżki..Cholera, sama sobie nie dam rady z 50..SZepcze "unugi" i w mojej dłoni materializuje się piękny, wampirzy miecz..
- Glacier, myślisz, że się boimy tego metalu? Nie bądż śmieszna! aa..i nie można sie stąd aportować - rozlegają się głośne śmiechy
- no to patrz! - Cóż, wampiry są bardzo szybkie, i jak to mówia biada tym, którzy są blisko..5 głow leży na podłodze - i co? nadal to tylko metal?
Na ich twarzach pojawia się przerażenie i wściekłość..
- puścicie nas, czy chcecie skończyć jak oni? - uśmiecham się złośliwie
- zmierz się ze mną! - odzywa sie mężczyzna, może 22 letni..trzeba przyznać, że przystojny, nie ma co..
- takiś odważny?
- tak, wyciąga różdżkę i zanim kończy zaklęcie Jego serce już jest z dziurką..SZkoda, przystojny był, mógł mięc wspaniałe życie..Ale próbuję uchwycić dłoń Remika, ale chwytam powietrze! ODwracam się, a on..on służy za tarczę!
- i co teraz? Myślałaś, że jesteś taka silna, mądra, a teraz? CHyba nie zostawisz go?
Jedyny sposób to telepatia.."Remik, Remik, jak mrugnę okiem, to schyl się, dobrze?" "jeśli mi się uda" "uda". Mrugam okiem i Remik schyla się, a 5 którzy się za nim chowało, już jest na tamtym świecie..Chwytam dłoń Remika i Słysze "Morder!" Ale już jesteśmy w lesie kolo zamku..chwytam mocniej rękę Remika i czuję..czuję jakby się wyślizgiwał..Patrze w Jego oczy..puste..to nie może byc to zaklęcie Marvola..czyżbym nie zdążyła?
- Remik?! NIe..prosze, nie..odezwij się! Remik..proszę nie zostawiaj mnie tu samej..Remik..nie, nie, nienienie..prosze..DOtykam Jego ślicznej twarzy i zamiast tego radosnego ciepła, czuję zimno..przerażające zimno, które oznacza tylko jedno..on nie żyje..ON nie zyje..on NIE zyje..on nie ZYJE..ON NIE ZYJE..Dlaczego? DLaczego?! PRzecież mieliśmy być szczęsliwi..z gromadką dzieci..Remik..gdybym nie była taka wolna..mogłam to ja zamiast Ciebie zginąć..przytulam się do Niego...tak jak zawsze rano..PRzecież on tylko śpi, prawda? Zaraz się obudzi i powie: Cześć Kochanie..PRAWDA? nie..to już koniec..już nigdy tego nie będzie..już nigdy Cię nie przytulę, nie pocałuję..już nigdy nie powiem Ty staruszku..
DLACZEGO?! to pytanie wyrywa się z mojej piersi..Nagle na mą twarz spada deszcz..wysoko w górze pioruny aż rozjaśniają na chwile niebo..
- Elfivien! - ktoś mnie woła ale nie obchodzi mnie to..Mam dosyć, ja chce Remika!- Elfivien..-podchodzi do mnie dyrektor - co się stało? Gdzie wy byliście tyle czasu?
- ten skurwysyn Marvolo Fallen nas porwał, a jego słuszy zabili Remigiusa..Rozumie Pan?! ZABILI GO! - łapię go za szzate i potrząsam..Nagle łzy spływają po mojej twarzy, nie czuje już nic tylko pustkę..przytulam Remika..- Nie chcę już żyć dyrektorze, proszę mnie zabić tu i teraz..
Ale zamiast tego czuje jak jakieś dwie silne dłonie mnie podnoszą i przytrzymują, nic nie widzię i nie chcę widzieć
- ja chcę być z Remikiem..
- Ciii..
To chyba dyrektor niesie Remika, a mnie prowadzi ktoś inny..nie obchodzi mnie kto..nic mnie juz nie obchodzi..Robimy dwa kroki, a ja się zatrzymuję i spoglądam na tę osobę która mnie prowadzi, chcę mu coś powiedzieć, ale zamiast tego zapadam sie w ciemność tak przyjemną, tak miła..
skomentuj (6)