http://madZianiolek.blog.pl
Elfivien's diary
Book
look at
inscribe in

Past:
{arhiwum}

czy moge im ufac? To sie jeszcze okaze..
:)
Angel Voldemort
Morgana..
Syriusz

cos o mnie..
Elfivien (Elfi) Glacier Ucze sie w Akademi Mrocznych Sztuk, a jesli chcecie wiedziec wiecej, to zapraszam do czytania:)

Im mozna ufac..
Karolcia, a raczej April:)
Miran:D
alice evans
Kuda - Kasia
mithril traumric





2006-03-21 21:04:24 >> ;p

o cholera jasna! w sobote cos naskrobie! juz sie stesknilam za Elfi, koniec fochow;p Trzeba brac do roboty!
skomentuj (0)




2005-11-18 20:18:49 >> cd roz 14

Jeśli jest 1 kwietnia, to, to wszystko jest wielkim głupim żartem! Ale..nie, po co Remik miał by udawać martwego, a ja miała bym porozcinane dłonie?
- proszę pani, a co się tak w ogóle stało? - może powie mi coś konkretnego..
- moje dziecko, dowiesz się od kogoś bardziej odpowiedniego, niż ja..
Drzwi otwierają się z hukiem, i do sali wchodzą rodzice. Mama podchodzi do mnie i mocno przytula.
- witaj kochanie - mówi spokojnym głosem
- mamuś, o co chodzi? co się stało? co z Remikiem?
- póżniej się dowiesz
Podają mi jakieś mikstury każąc wypić. Nie chcę tego robić, ale muszę..Znów eliksir snu, jak tak dalej pójdzie to uzależnię się..
*
2.04
Czasami poranki są najokropniejszymi rzeczami na świecie, przynajmniej ja mam takie..Ale, trzeba dać radę.
Wstaję i czuję, że nic mnie nie boli, spoglądam na dłonie i widze tylko świeże, białe ślady po ranach, ale nadal nie czuję rzadnego bólu. Pewnie zaaplikowali mi końską dawkę regenerujących mikstur..Podchodzę pocichu do specjalnego pokoju, otwieram drzwi, i..gdzie jest Remik?! Sala pusta, nie ma żadnego ciała na katafalku..
GDZIE ON JEST?!
Wracam do łóżka z głową pełną strasznych myśli, ale czekam na medczarownice. 10 min, 15 ...wkoncu słyszę ciche kroki. Otwierają sie boczne drzwi i wchodzi
Dzień dobry, widzę, że już wstłaś. Jak się spało?
Dzień dobry, dość dobrze – czasem trzeba trochę pokłamać.
Dziś już Cię wypuszczam, na krześle są Twoje rzeczy, ubierz się i idź do dyrektora
A gdzie jest Remik?
To Ty nic nie wiesz?
Nie..
Dziś jest jego pogrzeb..
Co?
Przykro mi..- i wychodzi.
Ubieram się najszyciej jak potrafię, i teleportuje się pod gabinetem dyrektora. Pukam w wielkie drewniane drzwi i słyszę: wejdź Elfi.
Uwielbiam ten gabinet. Jego kolory są takie ciepłe i przyjemne..NA fotelach siedzą moi rodzice z dyrektorem. Obrzucam ich nieprzyjemnym spojrzeniem i pytam :
- co się dzieje? Gdzie Remik?
Spokojnie, usiądź Elfi – mówi dyrektor
Rodzice wstają i wychodzą, nie rozumiem o co chodzi, ale jestem tak wściekła, że mogła bym ich zabić!
Herbatki? Kawki? - pyta dyrektor
Czy pan jest śmieszny?!
Czasami..
Przeszłam piekło! Jakiś koleś chciał mnie zagwałcić i zabić, zabito mojego chlopaka, a pan wyskakuje mi z herbatka?!
Spokojnie, zaraz Ci wszystko wytłumacze.
Podaje mi herbate i siada naprzeciwko w fotelu.
A więc..Porwał Cię Marvolo Fallen, syn wroga Twego ojca, nazywającego się „jasnym”magiem. Szczerze powiedziawszy przy nim to jesteśmy aniołami..ALe wróćmy do Marvola, więc chłopak ten usłyszał przepowiednie, któej nie znam dokładnie, ale jest ona o Tobie i o jakimś czarodzieju, Marvolo zapewne uważał, iż to on nim jest, ale cóż każdy może popełnić błąd..POstanowił Cię porwać przed Twą inicjacją, i jak się domyślam chciał Cię pojąć za żonę..Ale jego plan miał kilka nie doskonałości..Myślał, że zakochasz się w nim i zostaniesz jego żoną i będziesz mieć z nimi dzieci, lecz pojawił się Remik. Zrozumiał, że nie podporzadkujesz mu się, więc spróbował ośmieszyć Remika przed Toba, ale nie wyszło mu to, i zginął..
- skąd pan to wie?
Mam swoje źródła informacji..
- co z Remikiem?
Podczas waszej walki, zginął..Dziś jest jego pogrzeb.. o 14, czyli za 4 godziny..
a gdzie on teraz jest? Chce się pożegnać..
w kapliczce w Foev..
dziękuje, ja już pójdę..
Dobrze..ALe pamiętaj o swoich atrybutach..
Wychodzę, ale nie rozumiem o jakie atrybuty mu chodziło..Cóż teleportuje się do dormitorium i ubieram czarne ciuchy. Pokój jest pusty..gdzie są wszyscy? Nie ważne, dobrze, że ich nie ma..wszystko opowiadać, przypominać sobie..Nie chce. Teleportuje się do Foev..Kapliczka mała, kilku strażników przed, a wewnatrz on..Zupełnie jak nie on..Blady, tylko gdzie niegdzie since..Gdzie Twój radosny uśmiech i spojrzenie? Gdzie Twoja miłość? Dotykam jego dłoni, ale jest zimna jak lód..Co ja bez Ciebie pocznę?Tyle pplanów mieliśmy..Całe życie przed sobą..Siadam i patrzę w jego twarz..łzy same płyną mi po twarzy, jest mi tak przykro..to wszystko przeze mnie, mogłąm to ja zginąć..
*
4 godziny póżniej
Ludzie zaczynają się gormadzić. Jest chyba cała szkoła..Te wszystkie zapłakane dziewczyny. Nie rozumiem z jakiego powodu. Był dla nich tylko kimś ze szkoły, a rozpaczają jakby to byl ich mąż, albo ojciec. Fałszywe dziwki!
Ceromonia rozpoczyna się. Jacyś ludzie przemawiają, ale nie słucham ich, tylko patrzę na niego i obmyślam pewien plan..
Wychodzimy. Ktoś łapie mnie za rękę, i prowadzi za trumną..Podchodzimy do miejsca jego spoczynku. Znów ktoś przemawia, i nagle podchodzi 4 mężczyzn. Zaczynają spuszczać go w ten dół..Póżniej te głuche dźwieki piachu spadającego na drewno..Boże! Nie mogę!Nie chcę!oddajcie mi go! Upadam na ziemię chcąc wskoczyć za trumną. Ktoś łapie mnie i odciąga, a następnie teleportuje mnie do pokoju czarownicy. Sadza mnie na fotelu, i podaje księgę czarów, a następnie znika.
Co do cholery?! Ja mam szukać czegoś?! Nie obchodzi mnie nic! Nie chcę żyć! Ale nim umrę, zemszczę się!
Czarną szatę zmieniam na obcisłe białe biodrówki, bluzka niebieska z dekoltem, na to biała kurtka z futerkiem przy kapturze i białe kozaki. Teleportuję się do Londynu.
Cdn;p
skomentuj (1)




2005-09-25 14:25:22 >> roz 14

z dedykejszyn 4:
- Moje Slonce, ktore jest radoscia mojego zycia;)
- Kasiunia, ktora ostatnio ma "muchy w nosie"
- Alice, ktora przestala pisac swa jakze cudowna opowiesc
- Mirandy, do ktorej az wstyd sie przyznac dawno juz nie zagladalam..
**
Oślepiająca jasność, czysta pościel i dziwny zapach.
Nasuwa mi się teraz pytanie: gdzie ja jestem do cholery? Otwieram pomału oczy, nie jest to łatwe, ale trzeba od czegoś zacząć. Rozglądam się i odrazu wiem co to za miejsce. Szpital. Ale zaraz, co ja robię w szpitalu? NIech no sobie przypomnę. Wczoraj, dzisiaj? przypuśćmy, że wczoraj byłam zamknięta w jakimś pokoju z tym Marvolem. Na samo wspomnienie o nim nie dobrze mi się robi, no ale dobrze, co dalej? Zamykam oczy i czuje jakby ktoś odtwarzał w mojej głowie film..Nie chciany..seks, pocięte dłonie, walka, Remik..jakiś deszcz, las..dyrektor..Stary piernik! Dlaczego nie zabił mnie wtedy, gdy go o to prosiłam? Otwieram oczy i pomału wstaję, muszę, poprostu muszę GO zobaczyć, upewnić się...jeszcze raz. Przechodzę przez salę pełną łóżek, całe szczęście, że są puste, nie musze z nikim rozmawiać. Otwieram rzadko używane drzwi, i widzę Go. Moje Słońce, radość mego życia..LEży na katafalku, tak spokojnie. Na Jego twarzy błąka się delikatny uśmiech. Podchodzę do Niego, i łapię tą jakże ukochaną dłoń. Dotykam twarzy zawsze tak rozkosznie ciepłej, a teraz tak przerażająco zimnej..Nie będę głupio pytać "dlaczego", nie ma sensu..Lepiej dziękować jakiemukolwiek Bóstwu, że mi go dał, że pokazał, iż życie może być tak piękne dzięki jednemu człowiekowi, że..ech..teraz to już nie ważne. Wszystko straciło swój sens. Cóż ja bez Ciebie pocznę? Może tak jak w mugolskiej literaturze, a dokładniej w "Romeo i Julii", pozostaje mi tylko śmierć, która połączy nas na wieki? Nawet nie wiem kiedy łzy zaczynają mi kapać na Jego twarz..Teraz jest czas na ostatni pocałunek, na ostatnie słowo "Kocham Cię i dziekuję za wszystko". Słyszę, że ktoś wchodzi do sali i krzyczy:
- Elfivien! Gdzie Ty jesteś? o Boże!
Ktoś biegnie tutaj, ale dlaczego? Zostawcie mnie z nim sam na sam, nie boję się, nic mi się nie stanie..
Ktoś łapie mnie za ramiona i podnosi, to dziwne, nie przypomniam sobie, żebym klęczała..Ale ta osoba się nad tym nie zastanawia i ciągnie mnie do łóżka
- nie, proszę mnie tu zostawić..- mówię cichym głosem
- nie możesz, chodź, zaraz przyjdą Twoi rodzice
- rodzice? - pytam niezbyt przytomnie
- tak, bardzo się martwią - to pielęgniarka, kładzie mnie do łóżka i podaje jakieś mikstury - ale Ty nie musisz się martwić, wypij to i leż spokojnie. Chcesz może z kimś porozmawiać?
- z Remikiem..
- jakim Remikiem?
- Tym co leży w pokoju obok..
- ale kochanie, dobrze wiesz, że to nie możliwe
- który dziś jest dzień?
- a dlaczego pytasz?
- który?
- 1 kwietnia
- o matko..
CDN
skomentuj (3)




2005-09-17 15:01:14 >> ..

Tyle rzeczy sie stalo, iz nie mialam glowy do pisania..jutro napisze cos nowego
skomentuj (1)




2005-07-19 10:38:46 >> cd roz 13..

- tak? jakoś się nie boję..- kolejne zaklęcie powoduje, że nie mogę ruszyć ani rękami, ani nogami - zaraz sprawdzimy..KOCHANIE
ROzpina czarną, aksamitną koszulę i robi minę niewioniątka
- a może poprosimy kogoś o pomoc w naszej zabawie? Co kochanie? tak też i sądziłem..McAuley!- woła - Przyprowadź niespodziankę!
Siada na fotelu obok łóżka i obserwuje mnie. Słyszymy kroki i nagle do pokoju wchodzi McAuley z człowiekiem, który na głowie ma jakiś worek..
- a teraz wyjdź! - rozkazuje swojemu "przyjacielowi" i podchodzi do tego nieszczęśnika - chcesz zobaczyć kto to? - mówi słodkim głosem - napewno bardzo się ucieszysz na widok TEJ osoby..- powoli, ale bardzo powoli ściąga materiał z głowy i moim oczom ukazuje się....Remik. REMIK!? Ale jak to możliwe?! Cały poobijany, wzrok ma rozmyty..
- Co mu zrobiłeś skurwysunu?! - wrzeszczę na Marvola
- nicccc...zupelnie niccc..no ale trzeba rozpocząć naszą zabawę, czyż nie? Remigius, co Ty na to? ja, Ty i ona? Taka zabawa mała? hm? - rzuca na Remika jakieś zaklęcie i odrazu Jego oczy stają się puste, tak boleśnie puste..- bierz ją! - rozkazuje mu,a ten jak grzeczny baranek wypełnia rozkaz rzucając się na mnie i rozbierając z resztek pasków, które kiedyś przypominały purpurową szatę..Całuje moją szyje i nagle słysze Jego głos, Jego cudowny głos!
- Wybacz mi kochanie..
- wybaczam, ale jak tu się dostałeś?
Nadal całując moją szyję, opowiada, jak 10, ubranych na czarno facetów złapało go w lesie i przywlokło tutaj, i torturowało przez przynajmniej 20 godzin..
- Co mu tam szepczesz?! - słyszę głos Marvola
- a co Cie to kurwa?
- oo..ostra jesteś, ale takie lubię!
Przecież to nie miało tak wyglądać! ten pierwszy raz miał być cudownym wydarzeniem w naszym życiu..Ja, Remik..świece, muzyka..
ALe to już się stało..już nigdy nie będzie tego pierwszego razu..no, ale czego mogłam się spodziewać..Trzyma mnie za piersi, lekko je ugniatając..i..poprostu pieprzy mnie..ile to już trwa? NIe wiem, ale Jego oddech, przyspieszony, gorący..tak było by nam dobrze, hdybyśmy to my zadecydowali o tym, a nie Marvolo..ale..
- Remik - szepczę ciocho - wybacz, ale jeśli mamy się uwolnić, to musze Cię zrzucić..więc uważaj, TREAZ!
Zrzucam go z siebie i moja moc sprawia, że zaklęcia które sprawiły, iż nie mogłam się ruszyć przestały działać, wyobraziłam sobie czarne spodnie i czarna koszule, które natychmist zmaterializowały się na mnie..
- a teraz KOCHANIE, policzysz się ze mną..tak, tak misiaczku, nie wiesz z kim zadarłeś! - z moich porozcinanych dłoni wystrzelują dwie czarne kule,któe odrazu wiedzą gdzie mają cel..Marvolo cały sparaliżowany ze strachu nawet nie próbuje się bronić, bo cóż by to dało? Najsilniejsza wiedźma, córka czarnoksiężników, nikt jej nie dorówna, czyż nie?
Odwracam twarz, ale tego krzyku nigdy nie zapomnę..Już po Tobie Marvolo, a mogłeś żyć spokojnie..
- Remik..chodźmy stąd..-mówię spokojnym, zmęczonym głosem..wkońcu to zaklęcie to nie zabawka!
Remik, zamiast wychodzić, podchodzi do mnie i klęka..
- wybacz mi, wybacz mi Kochanie, to nie tak miało wyglądać..wybacz mi..
- już mówiłam, że wybaczam, a teraz chodź bo jak jego koledzy nas złapią, to nie damy im rady..
Łapie mnie za rękę i nagle puszcza..
- co to jest?! - Krzyczy przerażony- co z Twoimi rękami?
- porozcinał mi dłonie, żebym nie mogła go zabić..
- w domu sie tym zajmiemy..
WYchodzimy z tego przeklętego pokoju, schodzimy po schodach i nagle na dole.. stoi cały krąg jego zwolenników..Wszyscy mają przygotowane różdżki..Cholera, sama sobie nie dam rady z 50..SZepcze "unugi" i w mojej dłoni materializuje się piękny, wampirzy miecz..
- Glacier, myślisz, że się boimy tego metalu? Nie bądż śmieszna! aa..i nie można sie stąd aportować - rozlegają się głośne śmiechy
- no to patrz! - Cóż, wampiry są bardzo szybkie, i jak to mówia biada tym, którzy są blisko..5 głow leży na podłodze - i co? nadal to tylko metal?
Na ich twarzach pojawia się przerażenie i wściekłość..
- puścicie nas, czy chcecie skończyć jak oni? - uśmiecham się złośliwie
- zmierz się ze mną! - odzywa sie mężczyzna, może 22 letni..trzeba przyznać, że przystojny, nie ma co..
- takiś odważny?
- tak, wyciąga różdżkę i zanim kończy zaklęcie Jego serce już jest z dziurką..SZkoda, przystojny był, mógł mięc wspaniałe życie..Ale próbuję uchwycić dłoń Remika, ale chwytam powietrze! ODwracam się, a on..on służy za tarczę!
- i co teraz? Myślałaś, że jesteś taka silna, mądra, a teraz? CHyba nie zostawisz go?
Jedyny sposób to telepatia.."Remik, Remik, jak mrugnę okiem, to schyl się, dobrze?" "jeśli mi się uda" "uda". Mrugam okiem i Remik schyla się, a 5 którzy się za nim chowało, już jest na tamtym świecie..Chwytam dłoń Remika i Słysze "Morder!" Ale już jesteśmy w lesie kolo zamku..chwytam mocniej rękę Remika i czuję..czuję jakby się wyślizgiwał..Patrze w Jego oczy..puste..to nie może byc to zaklęcie Marvola..czyżbym nie zdążyła?
- Remik?! NIe..prosze, nie..odezwij się! Remik..proszę nie zostawiaj mnie tu samej..Remik..nie, nie, nienienie..prosze..DOtykam Jego ślicznej twarzy i zamiast tego radosnego ciepła, czuję zimno..przerażające zimno, które oznacza tylko jedno..on nie żyje..ON nie zyje..on NIE zyje..on nie ZYJE..ON NIE ZYJE..Dlaczego? DLaczego?! PRzecież mieliśmy być szczęsliwi..z gromadką dzieci..Remik..gdybym nie była taka wolna..mogłam to ja zamiast Ciebie zginąć..przytulam się do Niego...tak jak zawsze rano..PRzecież on tylko śpi, prawda? Zaraz się obudzi i powie: Cześć Kochanie..PRAWDA? nie..to już koniec..już nigdy tego nie będzie..już nigdy Cię nie przytulę, nie pocałuję..już nigdy nie powiem Ty staruszku..
DLACZEGO?! to pytanie wyrywa się z mojej piersi..Nagle na mą twarz spada deszcz..wysoko w górze pioruny aż rozjaśniają na chwile niebo..
- Elfivien! - ktoś mnie woła ale nie obchodzi mnie to..Mam dosyć, ja chce Remika!- Elfivien..-podchodzi do mnie dyrektor - co się stało? Gdzie wy byliście tyle czasu?
- ten skurwysyn Marvolo Fallen nas porwał, a jego słuszy zabili Remigiusa..Rozumie Pan?! ZABILI GO! - łapię go za szzate i potrząsam..Nagle łzy spływają po mojej twarzy, nie czuje już nic tylko pustkę..przytulam Remika..- Nie chcę już żyć dyrektorze, proszę mnie zabić tu i teraz..
Ale zamiast tego czuje jak jakieś dwie silne dłonie mnie podnoszą i przytrzymują, nic nie widzię i nie chcę widzieć
- ja chcę być z Remikiem..
- Ciii..
To chyba dyrektor niesie Remika, a mnie prowadzi ktoś inny..nie obchodzi mnie kto..nic mnie juz nie obchodzi..Robimy dwa kroki, a ja się zatrzymuję i spoglądam na tę osobę która mnie prowadzi, chcę mu coś powiedzieć, ale zamiast tego zapadam sie w ciemność tak przyjemną, tak miła..
skomentuj (6)




2005-07-17 16:56:03 >> cd jutro

jutro dalsza czesc:)
skomentuj (0)




2005-06-28 11:28:50 >> roz 13, czyli krew, więzienie, i ..

hmm..1.03?
Zupełnie nie wiem jaki dziś dzień. Odkąd siedzę tu zamknięta, godziny, czy też dni nie mają dla mnie znaczenie. Tak, jest tutaj okno, ale co mi po oknie, które, jak sądze jest zaczarowane? WYdaje mi się, że to wszystko jest fikcja. To miejsce ten cały Marvolo ze swoimi sługusami, kórzy na jego rozkaz tłuką mnie ile wlezie, bo żle mu odpowiedziałam.. NIc nie ma dla mnie sensu. Nie mam ani rodziców, ani Remika..A o Lo..chciała bym zapomnieć, ale nie mogę..Nie wiem dlaczego, ale gdy słyszę krzyk jakiejś kobiety, a może dziewczyny, wydaje mi się iż to Lo..W co Ty się wplątałaś? NIe, lepiej zostawię ten temat..
Kroki, znów idą..znów bicie? Otwiera drzwi i uśmiecha się paskudnie..Marvolo jak ja Cię nienawidze!
- no, no, no..Kochanie! Czyżbyś miała zły humor? - mówi
- od kiedy to my jesteśmy na kochanie?
- a co? nie podoba Ci się? - podchodzi do mnie
- jakoś nie i nie zbliżaj się do mnie, bo..
- bo co? Aculay, King, złapcie ją! - rozkazuje jakimś dwóm okropnym typom, którzy odrazu podchodzą do mnie i łąpią za ręce, boleśnie je wykręcając..- i Widzisz..nic mi nie zrobisz
- oczywiście, ale porozmawiajmy bez tych Twoich..kumpli! ZObaczymy!
- Znasz bezróżdźkową?
- a co CIe to obchodzi?
- czyli znasz. wyciągnijce jej ręce do przodu - podchodzi i z uśmiechem dziecka, któe dostało prezent wyciąga sztylet..
- co Ty wyprawiasz? - ale nie muszę pytać. Dwa cięcia na jedenej stronie wewnętrznej dłoni, i dwa na drugiej dłoni..czyli nie mogę używać magii bez róźdżki..
- No to teraz możecie wyjść! - rozkazuje swoim 'kolegom', którzy natychmiast puszczają mnie i wychodzą
- czyś Ty zgłupiał? - pytam - TY tchórzu! Jak śmiałeś?!- uderzam go w twarz, co powoduje ogromny ból i jeszcze więcej krwii..Ale krew..nie jadłam, nie piłam..krew..
- dlaczego tak na mnie patrzysz? - pyta z przerażeniem
- bo..mam ochotę na świeże mięso..- posyłam mu niewinny uśmiech
- bardzo śmieszne! siadaj i nie rób z siebie idiotki
- Ja nie żartuje, nie wiesz, że jestem wampirem?
Szepcze coś i nagle czuję jakby wielka niewidzialna ręka przycisneła mnie do ziemi i trzymała, abym nie wstała..
- teraz porozmiamy..A więc Twój kochany Tatuś już rozpoczął poszukiwania, ale nie podejrzewa iż to ja Cie tu mam, więc jesteśmy bezpieczni. Wydaje mi się, że już za kilka dni możemy się pobrać..tyko gdzie byś chciała?
- możesz odebrać mi róźdźkę, rozciąć dłonie, ale nie zabierzesz mi umysłu..wiesz, że Ojciec uczył mnie telapatii? Nie..oj..biedactwo! może nas w każdej chwili znaleść!
- ZObaczymy, ale za ten czas...- znów coś szepcze i przelatuję przez pokój i ląduję na łóżku..ŁÓŻKU!?- możemy się troszkę pobawić..nie sądzisz?
- spróbuj mnie dotknąć a zabiję Cię! - przecież to nie tak miało wyglądać! Mój pierwszy raz miał być z Remikiem, w naszym pokoju, albo jakimś innym romantycznym miejscu..
- tak? jakoś się nie boję..- kolejne zaklęcie powoduje, że nie mogę ruszyć ani rękami, ani nogami - zaraz sprawdzimy..KOCHANIE
*
sorci, że króciutko..:**





skomentuj (6)




2005-06-15 22:02:27 >> cd roz. 12, czyli gdzie ja jestem?

dla:
- ALice, bo mnie molestuje:**
- Mirandy:)
- Kasi, bo nie ma czasu
- Gosi, bo sie wstydzi:**
*
Cholera! Nigdy nie sądziłam, że przebudzenie się może być tak trudne!NIe może i Wiedziałam, że przebudzenie sie jest jednak troszkę trudne, ale że aż do takiego stopnia?! Otwieram piekące, ciężkie powieki, ale nic nie widzę..ciemność wokół..Podnoszę lekko głowę, ale nagły, ostry ból powoduje, iż odrazu zmieniam zdanie na temat wstania..Podnoszę rękę do twarzy i czuję..coś..coś dziwnego..takiego lepkiego..to..krew.KREW?! CO na mojej twarzy robi KREW? Usiłuje sobie przypomnieć cokolwiek z wieczora..NIe piłam, nie ćpałam, hmm..Więc co jest?? Gdzie ja jestem? Nagle wspomnienia uderzają we mnie jak piorun..Lo w dormitorium, Lo w lesie, Lo podaje mi książkę, Lo rozmawia z jakimś mężczyzną..Lo? LO!! Nie..nie coś tu jest nie tak..pewnie to jakiś koszmar lub wizja! Zaraz sie obudzę w moim kochanym łóżku z kotkiem i wężem..prawda?
Usielnie próbuję wybudzić się..ale na nic me próby, skoro jestem przytomna..Nagle słyszę dźwięk otwieranych drzwi, spogladam w stronę przybysza i..dwóch mężczyzn ciągnie mnie za ręce do wyjścia
- Wstawaj malutka! DOść tego spania! - śmieją się okrutnie
- co? - zamiast zwykłego mojego głosu słysze jakis cichy warkot..no tak..wkońcu mam gardło tak boleśnie suche, że aż język przykleja mi się do podniebienia..jakbym krzyczała..ale kiedy?!
NIe odpowiadają tylko ciągną mnie jakimiś krętymi dróżkami nie zważając na moje protesty. Wpychają mnie przez wielkie drzwi do dziwnego pokoju, o ile to można nazwać pokojem, bo bardziej przypomina to sale..sale tortur? Cóż, moje wymęczone ciało niemie protestuje, ale w akcie tego powoduje tylko, iz upadam na twarz przed jakims dziwnym fotelem..
- haha! a taka mocna miała być! - śmieją się ze mnie
- SPOKÓJ! co to ma BYĆ? Ach..Panna Glacier! - podchodzi do mnie jakiś chłopak, a może mężczyzna ? starszy może o 10 lat, nie więcej. Łapie mnie za brodę i boleśnie unosi moją oblałą głowę..- CÓŻ za zaszczyt Cię gościć w mych jakże skromnych progach!
- kimże jesteś? co ode mnie chcesz?! - mówię cicho
- ach! Przepraszam! Nie przedstawiłem się! Marvolo Fallen! Znasz mnie może?
Świetnie, upadły Marvolo!- nie, nie miałam przyjemności- podnoszę się, delikatnie, i powoli..Moje stopy jakoś nie maja ochoty dziś utrzymać mnie w pionie..ale muszę stanąć - ale powiesz mi co tu robię? - dopiero teraz widzę swoje ciało, całe pocięte w jakieś niezrozumiałe wzorki..Boże! Co to jest?!
- och..moi PRZYJACIELE sprowadzili Cię do mnie - odpowiada, a w między czasie mu się przygladam..Hm..Przypomina Remika..CIemne włosy, oczy..Remik..jak bardzo chciała bym, żebyś teraz tu był..
- a w jakim celu? Oświecisz mnie wreszcie czy nadal mam porwadzić tą głupią rozmowę z Tobą?
- Hurtus - wyszeptuje, a moje ciało przepełnia się niesamowitym bólem..ale nie krzyczę, muszę mieć godność
- haha! Myślisz, że się wystraszę?
- NIe, a niby dlaczego? Hmm..właciwie to już miałaś ucztę powitalną, teraz możesz już zamieszkać tutaj..
- co? co za uczta powitalna?! Zamieszkać? Z kim? Gdzie?
- och..no zobacz na siebie - materializuje przedemną lustro - prawda, że piękne? To dzieło moich najlepszych słu..PRZYJACIÓŁ!- moje ciało..okropne, ale twarz..cała umazana krwią, włosy ..lepiej nie mówić..
- Nie bądż smieszny, wracam do szkoły!
- niby jak? zobacz - porusza róźdźką przede mną i upadam na kolana- widzisz? Myślisz, żebyś wstała? Mrok! Mrok! - woła kogoś - Gdzie jesteś ty pieprzony skrzacie?!- nagle wbiega do komnaty coś, czego nie nazwałabym skrzatem..
- Mrok już jest..Pan wołał?
- zaprowadź ją do pokoju, i napuść wody do wanny..
- Ale Panie! Przecież..
- lotus! - ostry krzyk przerywa rozmowę..
- Idź już - Mrok podchodzi i łapie mnie za rękę, a następnie ciągnie.
Wchodzimy po różnych schodach, nie pamiętam nawet ile ich pokonałam, poprostu idę za tym skrzatem i nie mam zamiaru nic innego robić..Nagle otwiera przede mną drzwi i wpuszcza do pokoju..CAly niebieski, z dużym oknem wpuszczającym trochę wiosennego słońca, łóżkiem, szafą, stolikiem i biurkiem, podaje mi ręcznik i otwiera kolejne drzwi, tym razem zapewne od łazienki..Odkręca kran i pomieszczenie wypełnia się ciepłą parą..hmm..jak mi brakowało wody..Zamykam drzwi i wchodzę do tej rozkosznej wody. CO prawda mam wielką ochotę na troche mięsa..ale..ale zadowolę się tym.
Po wyszorowaniu porządnie każdego zakątka mojego ciała, ubrałam sie w przygotowaną lawendową (LAWENDOWĄ!)szatę..Wychodzę z tego przemilego miejsca i wpadam wprost na tego..jak mu tam? Marvola..
- oo..jaka zmiana!
- dobrze wyglądałam, dopóki mnie tu nie ściągnąłeś. Czego chcesz?
- Ciebie
- CO?!
- Ciebie - odpowiada poprostu
- chyba się żle rozumiemy..
- nie, bardzo dobrze. CHcę Ciebie..Będziesz moja
Jesteś śmieszny! Wynoszę się stąd!
- Bez żadnych sztuczek. Pole anty aportacyjne..i nie wyjdziesz bez mojego pozwolenia za próg - wychodzi uśmiechając się paskudnie..
*
Na gwmatane i to nieźle..:)
skomentuj (4)




2005-05-24 17:27:55 >> cd roz. 12

- wrócę, nie bój się..
Wstaję i poprawiam pogięte ubranie, rozczesuję włosy palcami, odwracam się raz jeszcze w jego stronę i posyłam delikatny uśmiech, który odwazajemnia..Następnie Odczarowuję nasze łóże i wychodzę..Nie mogę przecież powiedzieć, że mam ochotę na mięso..dużo świeżego mięsa..Ruszam zimnym, półciemnym korytarzem, mijam szybko zakręty i wychodzę do kuchni. Skrzaty odrazu mnie rozpoznają i w ukłonach biegną po tacę z mięsem..
- dobre skrzaciki, dzisiaj jesteście grzeczniutkie..
- Panienka Glacier nas zawstydza, to nasza praca! - odpowiada jeden z nich
Podają mi tacę pełną mięsa..Mm..już nie mogłam się doczekać! Łapczywie je rozrywam, kawałeczek, po kawałeczku aby ani kropelka krwii nie spadła..To dla mnie lepsze niż abrozja czy inne wymyślne specjały bóstw..Mogłabym cały czas spożywać tą pyszną "potrawę"! Ale moja intuicja chce czegoś innego, czegoś mniej wampirzego.chce wrócić do mojej ludzkiej części ciała..I muszę się jej podporządkować inaczej chyba zabiję kogoś..Zostawiam pustą tacę i ocieram usta dłonią. Wstaję i poprostu wychodzę, normalnym krokiem, z jedną myślą, która kieruje moje nogi prosto do specyficznego miejsca - biblioteki.
- Dzień dobry
- Dzień dobry, w czym moge pomóc?
- Szukam materiałów na temat wampirów..
- Oczywiście, zaraz Ci pokażę wszystko..
Nie ma to jak lekka skleroza bibliotekarki, całe szczęście, bo chyba wydało by się to troszkę podejrzane. Podążam za nią cicho w znane już mi miejsce, siadam przy stoliku na którym rozłożone są już książki
- jakbyś czegoś potrzebowała - zawołaj
- dobrze
Biorę jedną z nich, oprawiona w czarną skórę i podpisana czerwonymi literami układającymi się w dziwny napis : "Dzieci nocy, wrogwie dnia, nazawsze razem.."Otwieram ją na spisie i przejeżdżam palcem po tytułach:
1. Czym są wampiry? - Chyba oczywiste, półludźmi..
2. Jak wyglądają, co je charakteryzuje?
3. Objawy
4. Jak im pomóc?
Ciekawie brzmi, ale jakoś nie mam ochoty czytać TAKIEJ książki w bibliotece pełnej ludzi. podnoszę książkę i podchodzę do pani Chatter
- przepraszam, czy mogła bym ją wypożyczyć?
- cóż..- patrzy na mnie dziwnym wzrokiem..-możesz, ale uważaj na nią. Nazwisko?
- Glacier Elfivien
Wyciąga karteczkę z moim nazwiskiem i podbija ją i książkę - masz dwa tygodnie..
- dziękuję, dowidzenia
Wychodzę i kieruję się do pokoju dziewcząt. Jedyne wmiare spokojne miejsce..JEdne schody, drugie, korytarz, zakręt i nareszcie jestem. Rzucam się na łóżko i otwieram książkę na pierwszym rozdziale "Czym są wampiry?"
Wampiry, często traktowane niż zwierzęta, pogardzane i obrażane, ale częściej ludzie boją się ich, nie bez powodu. Wampiry ponad wszystko cenią dobro swoich rodzin, oraz honor. W momencie, gdy któryś jest wściekły, potrafi zabić jednym ruchem miecza. Wszystkie wampiry mają wyostrzone zmysły, tj. lepiej widzą, słyszą, czują oraz mają doskonałą intuicję, jak również każdy wampir ma świetny refleks i dlategoż są tak przerażające. Może nie jest zbyt mądrym językiem napisana, ale jednak to już jakieś informacje! Nagle drzwi od pokoju otwierają się z hukiem i wchodzi przez nie Lo
- czego chcesz Garney?
- Elfi! Wszyscy się martwią! Co się z Tobą dzieje?
- A co ma się dziać?
- no..nie ma Cię na lekcjach!
- oj..straszne!
- Elfi! Mam Cię błagać na kolanach? WYbacz mi! Proszę!
- To Ty wybrałaś Garney
- Ale teraz zrozumiałam! Wybacz mi!
Co mam zrobić? Wybaczyć, czy "wybaczyć", żeby dała mi spokój? Mam wrażenie, że to tylko podstęp..
- Czyżby?
- Elfi! - klęka przede mną- proszę..
- wstawaj! NIe rób z siebie idiotki!
- nie..dopóki mi nie wybaczysz, będę tu klęczęć!
- wybaczam
- naprawdę?!
Oczywiście, że nie! Ale daj mi spokój!
- tak
- kłamiesz!
- jak śmiesz Garney!
- widzę to w Twoich oczach! Nie wierzysz mi!
- chyba Ci się przewidziało coś!
- dobrze, może pójdziesz ze mna przespacerować się?
- chodźmy..
Wychodzimy z przytulnego pokoju, i kierujemy sie na dół do lochów..
- dlaczego idziemy do lochów?
- Elfi..mam dla Ciebie niespodziankę! i nie w lochach, tylko na dworze!
Wychodzimy przez ogromne drzwi. Śnieg zaczyna topnieć, trochę za szybko, ale..taka już jest teraz przyroda.Nie podoba mi się, ze wchodzimy w głąb lasu, ale nic nie mówię..
- o to tutaj! - pokazuje mi jakąś starą książkę
- co to jest?
Podnosi i podaje mi ją, gdy nagle czuję, że świat wokół mnie zaczyna wirować i upadam na ziemię w jakimś dziwnym miejscu
- Jak poszło? - pyta jakiś mężczyzna
- bez problemów, trochę się opierała, ale jak widzisz, udało mi się!- odpowiada mu kobieta
- gratulacje kochanie, trzeba ją tylko związać. Jest nie przytomna?
- tak, dostała w głowę
JEdnak nie najmocniej, bo dalej mam świadomość, ale udaję, ze zemdlałam. Podchodzi do mnie jakiś mężczyzna, czuję po zapachu. Brutalnie związuje mi ręce i wlewa do ust jakiś gorzki eliksir, po którym..strasznie kręci mi się w głowie, wszystko czarnieje i staję sie pustką..
cdn:)
skomentuj (8)




2005-05-17 16:27:07 >> roz 12, czyli czy to mozliwe?

19.02?
Otwieram oczy. To nie moje łóżko, gdzie ja jestem? Rozglądam się po ciemnym pokoju, i natychmist poznaje "nasze zacisze" odwracam się na bok i widzę śliczną twarz Remika, poprostu mogłabym godzinami siedzieć i wpatrywać się w Niego..Dotykam jego wyciągniętej ręki. Jest taka ciepła, zupełnie przeciwieństwo mojej, zwykle zimnej dłoni. Kładę lekko głowę na Jego dłoni i zamykam oczy..nagle przed moimi oczami przeskakują różno kolorowe obrazy, wizja...
"Idziemy z REmikiem po korytarzu, nagle ktoś nas atakuje od tyłu, odwracam się i widzę, że to Roland z jakimś ludźmi! Przekleństwa lecą w naszą stronę..Jedno za drugim, tylko kolor się zmienia..Nic nie widzę, tylko słyszę krzyk Przekleństw i czuję potworny ból. Ostatkiem sił łapię Remika za rękę i ściskam ją..Wybacz..to przeze mnie! Wcale nie - odpowiada..Preat! oczy REmika stają się puste, bez wyrazu..już wiem co się z nim stało..ale jak to możliwe? Jak mogłam zawieść?! Zabiję Cię Rolandzie! Będziesz Przeklęty na wieki! Krzyczę, a w zamian otrzymuję jedynie wymuszony śmiech.."
- nie! Błagam nie! - otwieram oczy i spoglądam na Niego, całe szczęście, to tylko wizja! Tylko? to przyszłość! Muszę sie przygotować! Zbliżam moje usta do ust mojego ukochanego i całuję je, a on budząc się odwzajemnia poacłunek..
- JUz lepiej Kochanie>? - pyta
- a wyglądam lepiej?
- tak
- to dobrze, ale muszę wyjść..
- po co? nie zostawiaj mnie!
- wrócę, nie bój się..
*
To tylko 1/3 rozdziału, proszę o cierpliwość:)
skomentuj (2)




2005-05-08 10:12:23 >> :)

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy!
Mam maly problem z klawiatura i narazie nie moge pisac..Wybaczcie!
Mam nadzieje, ze do wtorku wszystko wroci do normy i bede mogla zamiescic nowy rozdzialik, albo przynajmniej 1/2 nowego rozdzialu..
Pozdrawiam!
skomentuj (7)




2005-04-30 14:48:30 >> cd 11

Stoję i patrzę na zakrwawione ciało, Lo..jak mogłaś?!Lo...Lo. Nagle ktoś uderza mnie w kark, odwracam się i..
Cholera! Co to za sen! Wycieram twarz z łez i spoglądam w okno, która może być godzina? 20? Wstaję z zimnej podłogi i przypominam sobie smak świeżego mięsa..zjadłabym jeszcze trochę. Mirio! - spoglądam w lustro..- no tak, jak mam wyglądać? Rozszerzone żrenice, resztki krwii na twarzy i rozczochrane włosy..Robię porządek ze sobą i wychodzę po cichu z Pokoju. Idę wolnym, ale ostrożnym krokiem. Korytarz jest prawie ciemny, ale nie ma to dla mnie znaczenia, rozglądam się na zakręcie i czuję, że ktoś nie proszony się zbliża..Szybkie kroki, zapach róż..to Lo. Chowam się za pomnikiem jakiejś wiedżmy i punkt dla mnie! Niezauważa nikogo! Ale szybkie "apsik" wyrywa mi się i słyszę jej przerażony głos
- kto tu jest?
Wychodzę zza pomnika i pytam ją
- Garney, coś ty taka strachliwa?
- Och Elfi - ulga pojawia się na jej twarzy - szukałam Cię!
- a, co? Roluś Ci nie wystarcza? - ach ta ironia!
- przestań! Chcę porozmawiać..
- nie tu, chodźmy na dwór
- ale jest zimno i ciemno..
- no więc?
- o tu! - pokazuje salę obok, podchodzi i otwiera drzwi pokazując gestem, żebym weszła. Przechodzę przez próg i czuję podstęp, ale nie daję niczego poznać po sobie i siadam na ławce
- więc?
- Elfi, bo widzisz
- doskonale
- oj.. przepraszam za moje głupie zachowanie..
- czyżby serduszko zabolało? - uwielbiam szywdzić
- tak i to bardzo..
- no to przykro mi, ale nie wzbudzasz we mnie litości, jeśli to wszystko to wybacz, ale nie mam czasu! - znów ten okropny ból
- ELFI! Co Ci jest? - udawana panika? Podchodzi do mnie chcąc..przytulić?Mdli mnie na samą wizję..
- o co Ci chodzi?
- pocisz się, masz dziwne oczy - wzdrygneła się - i skrzywiłaś się! Coś Cię boli?
- cóż za troska! Ale wybacz, litości nie potrzebuję!
- nie bądż taka!
Znów twen straszny ból i ochota na mięso..
Ofiara!
Nie!
Stoi przed Tobą!
To Lo!
Mięso!
- Elfi? Dlaczego się oblizujesz?
- Co? - mięso!
Wychodzę i z biegam na dół, do kuchni, do mięsa..
- Dawać mięso darmozjady!
Pojawia się przedemną mięso..pyszne, ociekające krwią mięso..mmm..co za słodycz! Rozkoszne fale przebiegają przez wszystkie cząstki mego ciała powodując dreszcz zachwytu!
- proszę pani, może serwetkę? - cichy głosik na wysokości bioder
- co? - spoglądam w dół, żle trafiłeś skrzaciku..Podnoszę go za fartuch do góry i rzucam o ścianę, następnie wychodzę i ocieram twarz z posiłku Bogów..Wychodzę na dwór, jest zima ale nie taka zimna, spoglądam w górę na Niebo, tak uroczo przystrojone gwiazdami i zastanawiam się co zrobiłam przedchwilą..Co się ze mną dzieje? Nagle czuję jak gdyby ktoś wołał mnie, i nie zastanawiając się wiele podążam za tym głosem. Korytarz, schody, głos nabiera mocy, nogi same zatrzymują się przed Remikiem
- Kochanie! Martwię się! wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć
- Remik?
- Zaufaj mi, proszę! Wiem, że jestem złym chłoipakiem, ale przecież udowodniłem Ci, że można mi zaufać..
- przepraszam..przepraszam..
Przytula mnie i głaszcze po włosach, czuję odrobinę spokoju, ale i też smutku przez który ogromne łzy cisną mi się do oczu..
- nie chcę, żebyś miał mnie za dziecko, które z każdym problemem ucieka do kogoś i płacze..
- ale ja nie uważam Cię za dziecko
- i za to Cię kocham..Jesteś dla mnie całym światem..
Trzask!
- co to było?
- nie wwiem..
Podchodzi do żródła trzasku
- przysiągł bym, że ktoś tu był..
- trudno, najwyżej do wie się, że nie mogę bez Ciebie żyć
- chodżmy!
- po co?
- jak to?
- powiedz tylko gdzie
Nachyla się i szepcze mi do ucha "nasz pokoik"
- życzenie jest dla mnie rozkazem! - łapie Go za rękę i teleportujemy się do tego różowo zielonego pokoju.
Podchodzę do drzwi i zamykam je i zabezpieczam zaklęciami uciszającymi, podchodzę do dwóch foteli i dotykam je zamykając oczy, gdy je otwieram przede mna jest łóżko.
- jak to zrobiłaś?! - zdzwienie
- Tatuś mnie nauczył, kładziesz się czy wolisz fotel?
- jasne, że sie kładę, ale co z kominkiem?
- firius , proszę
Kładziemy się, Remik oczywiście chce mnie pocałować, ale łapię go za rękę i chcąc ją odepchnąć mam wizję! Ja i Remik w tym pokoju..dajemy upust naszej miłości..Nie za wcześnie?
- Remik, nawet o tym nie myśl!
- dobrze już dobrze! Dobranoc - kładzie mi ręke na udzie
- Dobra? zobaczy się...
skomentuj (5)




2005-04-27 11:05:21 >> 11 - kim jestem? czym jestem?

dedykejszyn :
- Alice, bo ma new pomysly :)
- Miranda, bo mnie poprawia
- Kasia, bo nie ma czasu
- April - bo Owen ja kocha;p

18.02
Czasemj tak bywa, że człowiek nie ma na nic czasu, tak też zdarzyło się mi. Dużo nauki, bo niedługo egzaminy, kłótnie z Lo, pojedynek z Rolandem - głupkiem i spacery z moim ukochanym Remikiem..przez to wszystko zapomniałam o moich kochanych zwierzakach, Ti i Quirke..może mi wybaczą? Ale zamist zastanawiać się co było i będzie, wróćmy do teraźniejszości. Siedzę teraz na zimnym korytarzu, ukryta w najciemniejszym kącie..Mam jakby to powiedzieć? Mam ochotę pobyć sama, tylko ja i moje myśli. Bez zbędnych rozmów, kłótni i Bóg wie czego jeszcze..Co jakiś czas mam taką potrzebę, nie wiem dlaczego ale mam..W domu mogę zamknąć się w szafie albo w Czarnym Pokoju, a w szkole..każdy wie jak jest w szkole, wszędzie dużo ludzi, smiechu i krzyku..Jak ja tego nienawidzę! Od tegocholernego 4.02 coś się ze mną dzieje.. Remik stwierdził, że zamist Elfem będę ..Wampirem..nie jest to nie wykluczone, ale niby jak? Nie mam ani jednego Wampira w rodzinie..ale, no tak..przecież nie znam rodziny od strony Mamy. ONI są tematem tabu, nikt nie pyta, nikt nie mówi, ale co się ze mną dzieje? Zawsze miałam zwierzęce zmysły, ale ostattnio czuję jak by stały się jeszcze bardziej lepsze, poza tym jem teraz dużo surowego mięsa, co jest nie do pomyślenia, Elfivien i mięso, surowe - sszepcze głosik, tak..mnóstwo surowego mięsa..o co tu chodzi? Boję się, pierwszy raz boję się ...Może iść do biblioteki? Albo nie, zadużo tam ofiar..ofiar? co ja mówię?! Muszę iść do tej biblioteki..Wstaję, pomału i delikatnie. Zmuszam się, żeby pójść te kilkanaście korytarzy dalej..mijam róg i nagle z kimś się zderzam
- co do cholery? - pytam
- o Elfi, szukałem Cię - to Remik
- tak?
- co się z Tobą dzieje?
- a co się ma dziać?
- dość dziwnie wyglądasz..a zreszta, chowasz się gdzieś, nie mogę z Tobą porozmawiać..
- przepraszam..a jak wyglądam?
- jesteś strasznie blada i Twoje oczy..są dziwne, źrenice masz jak u kota..
- co?
- noo..
- mirio! - materializuje się przedemną lustro. Podchodzę i widzę..coś strasznego..czy to ja?
- gdzie idziesz?
- do biblioteki..
- może pójdę z Tobą?
- jak chcesz - nie idź, proszę idź sobie..
- idę z Tobą! - Boże, dlaczego?
- no to chodżmy..
Idziemy korytarzem, Remik, nieświadom tego, że Jego dziewczyna ma ochotę na surowe mięso, opowiada o tym jak pojedynkował się z jakimiś chłopakami..
- Kochanie, słuchasz mnie?
- oczywiście..
- a co mówiłem?
- póżniej powtórzę, teraz wchodź..
Wchodzimy przez wielkie szklane drzwi i zatrzymujemy się przy biurku Bibliotekarki, pani Chatter, która uważa bibliotekę za święte miejsce..
- Dzień dobry
- dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- przygotowuję referat o Wampirach i potrzebuję materiałów..
- tak, już Ci pokazuję
Przechodzimy obok ogromnych regałów z książkami, nagle zatrzymujemy się i pokazuje
- tu masz wszystko, gatunki, co robić gdy się spotka jakiegoś , hehe - zaśmiała się dziwnie..
- dziękuje
- wrazie czego wołaj - odchodzi
- referat? co Ty gadasz?
- nom, chcę robić referat na ten temat - sztuką wojny jest kłamstwo, czyż nie?
Podchodzę i wyciągam wszystko, gdzie znalazło się słowo "wampir". Siadam przy stole i rozpoczynam poszukiwania..
- a co ja mam robić? - głos pełen złości
- nie denerwuj się kochanie, poszukaj objawów Wampiryzmu, dobrze? - miły głos może zdziałać cuda.
Pierwsza z brzegu, otwieram na spisie treści..
1. Co to są Wamipry
2. Jak je rozpoznać
Co za bzdury! Gdzie konkrety?! Biorę kolejną, otwieram na spisie i znów nic. Co to za biblioteka!
- cholera!
- co się stało?
- nic, nic kochanie - jak mam mu powiedzieć, że czuję jak by mi ktoś łamał kości?
- mam! Zobacz tu!
Podaje mi ogromną, zakurzoną księgę
1. Co to są Wampiry
2. Jak można zostać Wampirem
4. Objawy Wampiryzmu
- Jesteś cudowny!
- wieem
Objawami Wampiryzmu są:
- wyostrzone zmysły
- spożywanie ogromnych ilości mięsa, surowego
- odgradzanie się od innych (co jakiś czas)
- ból określany przez wampiry łamaniem kości, roztopioną stalą płynącą w żyłach, spowodowany strachiem, bądź złością
- bladość skóry
- roższerzone źrenice lub "jak u kota"
Boże..Czyżbym była Wampirem? Czyżby..Ale jak? Jak!?
- znalazłaś?
- tak, dziękuje..chodźmy do pokoju..
Układam książki na półce i wychodzimy na korytarz..tak przyjemnie ciemny i cichy..
- Kochanie, widzę, że coś nie tak z Tobą..powiedz, może uda mi się coś poradzić..
- dzięki za troskę, ale to tylko ..kobiece przypadłości..
- no to raczej mało Ci pomogę..- przytula mnie
- nom raczej nie..
Podchodzimy do wejścia mojego domu..
- wejdziesz? - co ja robię?
- jeśli chcesz
Wchodzimy, co poniektórzy wołają Remika, ale nie zwracam na to uwagi, ciągnę Go do pokoju, mojego kochanego pokoju..Otwieram drzwi i rzucam się na łóżko
- za palić światło?
- po c..em tak
Zapala, Boże dlaczego to tak razi?!
- to może zgaszę?
- obojętnie - zgaś, proszę..
- no to gaszę
Gasi i podchodzi do mnie, patrzy nie zbyt dużo widząc i siada koło mnie
- chciałbym z Tobą porozmawiać..
- mam się bać?
- nie - uśmiecha się
- dobrze, słucham
- no bo widzisz..mam prawie 17 lat i..
- i..-dobrze wiem o co mu chodzi
- no i.. słuszałem al ja Cię do niczego nie zmuszam
- wiem
- słuszałem jak inni się chwalili, źe są już mężczyznami, wiesz o co mi chodzi?
- oczywiście
- Roland też się chwalił..i ja tego..no
- Ty też byś chciał
- no właśnie!I co Ty na to?
- zobaczy się
- ON NA MNIE SPOJRZAŁ! Fran, rozumiesz?! - piski
- no to nie jesteśmy sami..
Zapala się światło
- o Elfi! Cześć!
- cześć..
- przeszkodziłyśmy..wychodzimy!
- dajcie spokój..
Gaszą światło i wychodzą
- widzisz jak ładnie!
- chcesz teraz?
- chcialbym..
- to możesz sobie chcieć - śmieję się
- ale Ty jestes..- udaje smutnego
- która ?
- 18, idziesz?
- nie.. zostanę idź
- to daj buziaka!
Całuję Go w usta i wychodzi..Dzięki! Szukam pamiętnika Orlanda, mam jakąś dziwną potrzebę przeczytania choć strony..W biurku nie ma, w szafie nie, w kufrze nie, w łóżku nie..Zostawiłam! Cholera, mam nadzieję, że nikt nie bedzie mi przeszukiwał rzeczy w domu..muszę wyjść..tylko gdzie? Wiem! Pokój Czarnej Wróźbitki! Teleportuję się do Niego, wchodzę i siadam na środku brudnej i zimnej podlogi..Ten pokój wydaje mi się tak bliski, tak uroczy i przyjemny..tak spokojny i opiekuńczy..Tu nikt mnie nie znajdzie, jedyne czego pragne to..surowego mięsa..pstrykam palcami i nagle pojawia się skrzat
- wołała pani?
- mięso! Surowe! Szybko!
Znika i pojawia się z tacą, na której leży mięso..
- znikaj!
Zostawia tacę i znika, a ja rzucam się na nie..mmm..miód! Trwaj Chwilo! Trwaj! Rozkosz! A co to, już koniec? Trudno, już najadłam się..Kładę się na podłodze z gwiazdą i zasypiam oblizując z ust krew...

c.d.n.
skomentuj (5)




2005-04-22 20:47:15 >> cd 10, czyli moze powrozymy?

- Stop! Przerwa! - wola Remiś
- co jest? taki stary jesteś?
- Coś Ty powiedziała!?
- że jesteś stary!
- ja Ci dam stary!
Rzuca mnie na lozko i nie milosiernie laskocze..
- stop..haha..pro..haha..prosze!
- nadal jestem stary?!
- nie..
Schodzi ze mnie i siada na krześle, tupiąc nogą w rytm jakiegoś hip-hopu. Podchodzę do okna i widzę uczniów, którzy za naszym przykładem poszli na wojnę śnieżną..
- która godzina? - pytam
- kolacyjna
- już?
- tak
- no to chodźmy!
Łapię Jego ciepłą rękę i idziemy na kolację
- wiesz..
- hmm?
- zgłodniałem
- ja też
Uśmiechamy się, gdy nagle wyrsta przed nami jak duch Lo..Staram się ją ominąć, ale łapie mnie za ramię i mówi
- musimy porozmawiac
- nie mamy o czym
- Elfi, ja..- ale nie daję jej skończyć
- nie Garney, wybrałaś, nie mnie ale Rolanda, zjamij się nim, a mnie zostaw w spokoju
- ale te lata przyjazni! Przyjazni sióstr!
Podchodze do niej i syczę prosto w twarz
- To TY, tylko TY zniszczyłaś naszą przyjaźń, a teraz spadaj do Rolusia!
Odchodzę jak najszyciej z tego miejsca, ale słyszę jej głos:
- Elfivien! Jak możesz?!
Nie obchodzisz mnie już myślę przy wejściu na Salę
- Kocie, czekaj
- co?ach.. Przepraszam, chodźmy..
Siadamy na miejscu Remika i jemy jakis posiłek, ciepły posiłek..ciepły i krwisty..
- Elfi? czy Ty nie jesteś jaroszką?
- o co Ci chodzi?
- zobacz co jesz!
Spoglądam na talerz, na białej porcelanie leży nie dogotowane, a wręcz pół surowe mięso "co jest?!?!"
- o Boże!
- Wytrzyj twarz, jesteś cała we krwii!
Wycieram się szybko jakąś serwetką i mówię:
- chodźmy, proszę!
- już - widzę, że nie ma ochoty zostawiać swoich kanapek, ale idzie..
Wychodzimy na korytaż, sama nie wiem gdzie chcę iśc, poprostu nogi same mnie prowadzą poprzez korytaże i jakies przjeścia, których, choć znam zamek jak własną kieszeń, nie znam! Zatrzymuję się przed czarnymi drzwiami..zakurzonymi..
- co to jest Elfi?
- nie mam pojęcia
Podchodzę do drzwi i wyczówam Czarną Magię, chcę je otworzyć, ale nie mogę..hmm..Avantius - szepczę cicho do drzwi, i w odpowiedzi otzrymuję głośne skrzypienie. Wchodzę do środka i odrazu wiem co to jest..to Pokój Czarnej Magii, a właściwie Czarnej Wróżbitki..tylko co on robi w szkole?
- Chodź..zobacz Remik, czy to nie wspaniałe miejsce?
- dość brudne..
- Vacius
- no..kochanie! odrazu lepiej!
podchodzimy i siadamy koło zielonej gwiazdy namalowanej na czarnej podłodze..Remik nie czuje tych wibracji, tych mysli i słów, tej energii..
- Powróżyć Ci? - pytam
- Jasne
- podaj mi dłoń tak jak kolegom
Podaje
- a teraz patzr mi prosto w oczy, bezwzgledu na wszystko
patrzy
Nie wiem skąd wiem co mam robić poprostu wiem..
- Przyszłość, przeszłość
Pokażcie mi swe tajemnice!
ja Czarna Wiedźma, obiecuję
Zachowam je dla siebie!
Nagle w oczach Remika widze..tak wyrażnie, że aż nie możliwa jest pomyłka..Nas, jakieś dzieci, bitwę, walkę, śmierć, nienawiść i zemstę i..Miecz..Caly czarny, tylko rękojeść jest w kształcie wężowej głowy..
Puszczam Jego rękę i przybieram postawę neutralną
- i co?>
- a co ma być?
- no co widziałaś?
-niewiele..
- ciebie jako mego męża~!
- no to wspaniale! - uśmiecha się
- chodźmy..juź..póżno..- kręci mi się w głowie..ale jakoś idę..
Wychodzimy, a drzwi same się za nami zamykają..Nie pamiętam drogi do pokoju, jakaś rozmowa, szybki pocałunek i rozstanie..Kładę się w ubraniu do łóżka, wizje..już czuję..Zamykam oczy i przenoszę się w świat cierpienia ludzi i zabawy ich oprawców..
skomentuj (6)




2005-04-15 21:07:26 >> roz 10, czyli pobudka, i ciezkie dni..

Dedykejszyn for all!:*

4.02
Otwieram oczy i stwierdzam, że siedze, a raczej na wpół leżę Remikowi na kolanach! Cóż, wspomnienia wczorajszego wieczora odtawarzają się w moim umyśle i muszę stwierdzić iż ten sen, w niezbyt wygodnej pozycji, zregenerował mnie bardziej niż sen w łóżku. Przytulam się jeszcze raz do Remika i delikatnie szepczę mu do ucha :
- Remiś, Miśku..
Otwiera pomału zaspane oczy i uśmiecha się..
- o, dzień dobry Kochanie!
Daje mi buziaka w policzek
- jak się spało ? - pytam
- mmm..cudownie!- odpowiada
Wstaję i przeciągam się w bardzo koci sposób, i nagle przypomina mi się moje ostrzeżenie, wiec pytam
- i jak było na miksturach?
- rzeczywiście wybuchł ten kociołek, dzieki za ostrzeżenie Kotuś - uśmiecha sie słodko - ale musimy się stąd ulotnić po cichu
- no to chodźmy - łapię Go za rękę i wychodzimy szybko za "naszej" sali.
Na korytarzu są pustki, nie widać nawet patrolujących nauczycieli, co jest bardzo dziwne..
- co jest? - pytam
- nie wiem
- poczekaj - czuję, że moja intuicja coś próbuje mi przekazać - hmm..wszyscy są w Wielkiej Sali, jakies ogłoszenie, czy coś w tym stylu..
- może nie idżmy tam?
- masz racje, co dzisiaj jest?
- mm.. sobota?
- no to chodżmy na spacer!
- a płaszcze?
- hmm..poczekaj - zostawiam ciało obok Remika, wkońcu wie co robię. Jako duch przenoszę się do pokoju mojego, a po tem do Miśka. POdaję mu płaszcz
- co tak szybko?- pyta
- jestem profesjonalistką!- odpowiadam "szczerząc" zęby
Wychodzimy z zamku trzymając się za ręce, wkońcu jesteśmy parą. Chodzimy po błoniach wokół zamku, ale nagle mam wielką ochotę wejść do lasu
- może wejdziemy?
- jeśli chcesz to możemy
Przechadzamy się długimi, krętymi i wąskimi ścieżkami. Musze przyznać, że uwielbiam ten las..zawsze miałam pewnego rodzaju słabość do niego.
- pamiętasz? Tu się pierwszy raz spotkaliśmy!- mówi Remik z błyskiem w oku
- oczywiście, jak mogłabym zapomnieć spotkanie z facetem, którego boją sie wszyscy uczniowie? POwiedz mi, jak ty to robisz?
- co robię?
- że wszyscy się Ciebie boją!
- czy ja wiem..może tak - pokazuje mi swoje uroczo zimne spojrzenie
- dziękuję, nie musisz mnie bardziej uświadamiać
- a dlaczego?
- no bo wiesz Remik..wyglądasz strasznie!
- strasznie powiadasz? no to uważaj! - podnosi biały puch z ziemi i rzuca nim we mnie
- oż Ty! - nie pozostaję mu dłużna i też rzucam w niego..I tak rozpoczyna się bitwa na śnieżki i nie śnieżki
*
Po dwóch godzinach wracamy cali mokrzy i zziebnięci, ale również szcześliwi i uśmiechnięci. Przy Remiku czuję spokój, spokój wewnętrzny, dzięki, któremu mam wrażenie, że nic mi nie grozi, że świat jest pełen miłości i pokoju..
Przechodzimy przez wielkie drzwi i wpadamy wprost na najgorszą nauczycielkę na świecie..Profesor Millson..a props, jak to się stało, że takie babsko wykłada tak cudowny przedmiot jak CZarna Magia?!
- Glacier! Sollider! gdzie się to chodzi? - pyta głosem pełnym nienawiści
- wokół zamku pani profesor
- Ha! Macie szlaban i ..i niespodzianka! - raczej niezbyt miła..
- a teraz Idźcie stąd!
Odchodzimy od niej jak najszybciej, ale to i tak juz nic nie zmieni, co się stało to się nie odstanie..
- gdzie idziemy? - pytam
- może do mojego pokoju?
- tak, tylko się przebiorę, idż już..
Aportuje się mimo zakazów dyrektora w swoim pokoju. Naszczęście jest pusty, podchodzę do szafy i wyciągam spodnie i ciepły swetr, a następnie się przebieram i wychodząc słyszę dziwny dźwięk, ktoś jak gdyby pociągął nosem w bardzo charakterystyczny sposób, niech będzie, w sposób charakterystyczny dla Lo..Ale wkońcu obiecałam sobie, że nie będę się nią przejmować..
- zaczekaj - mówi zapłakanym głosem
nie odwracając się pytam : co chcesz Garney?
- teraz Garney? a co z Lo?
- Lo? a Lo nie ma, więc, o co chodzi? Szybko, nie mam czasu! - mówię głosem ociekającym sarkazmem
- dlaczego jesteś taka?
- taka? HAha! jaka? a zreszta żegnaj - aportuje się w pokoju Remika i odrazu rzucam sie na jego łóżko
- co tak długo?
- spotkałam Garney
- Garney?
- no Lo!
- acha, i?
- no i ją potraktowałam jak śmiecia
- no i dobrze!
- co robimy?
- chyba trzeba iść na obiad..
- no to idziemy, chyba, że chcesz się aportowac! - na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech
- no jasne! - ale po chwili smutnieje- ale nie umiem
- no to co? możesz ze mną się aportować
- jak?
- obejmij mnie i zamknij oczy
Zawsze zamykałam oczy, ale już się przyzwyczajyłam..Obracamy sie wokół włąsnej osi i nagle znajdujemy się na korytarzu obok wielkiej Sali
- i jak bylo?
- nie tak żle..
- no to idziemy
Podchodzimy do stołu mojego domu i siadamy razem, jesli Rol i Lo mogą to my też!
Na obiad dzisiaj jest spagetti..mniam!
Jemy szybko, o ile można i popijamy sokiem, a następnie wychodzimy na korytarz
- no to gdzie teraz?
- oczywiście, że do mnie
Znów idziemy do Remika, zupełnie nie wiem po co, ale idziemy.
siadam wygodnie na Jego cudownym łóżku i czytam napisy z plakatów wiszących na suficie..
- ale z Ciebie kibic!
- a coś myślała?
- hmm..szczerze?
- tak
- ze jesteś tylko diabełkiem o cudownej inteligencji!
- no bez przesady! nie taki ze mnie kujon! i nie uosobniaj mnie z jakimś Aniołem!
- no przecież mówie "diabełkiem"!
odwracam głowę i nagle dostaję poduszką!
- Mało CI wojny?!
- a mało!
Kontraatak i następuje kolejna wyczerpująca wszystkie siły bitwa, z tą tylko różnicą, że nie na śnieg tylko na poduszki
- stop! stop - mowi
- nom?
- może jakaś muza?
- hmm..okej, puść coś
włacza coś na jakimś starym adapterze niewiadomo czemu działającym..
Znów rozpoczyna się walka tyle ze w rytm muzyki

CDN
skomentuj (5)




2005-04-12 13:57:45 >> cd roz 9

- ale niestety nie mozemy sobie pozwolic na wiecej, bo zaraz sniadanie - mowi
- no to idziemy - odpowiadam i lapie Go za reke. Idziemy dziwnie cieplym korytazem, skrecamy i przechodzimy obok roznych gabinetow i klas. Cisza jak zwykle, ale nagle rozlega sie ostry meski glos:
- zrobisz to suko!
cisza
- inaczej nie tylko oni zgina, ale Ty tez!
To mi wystarcza podchodze do drzwi spod ktorych wydobywa sie dzwiek i otwieram je mocnym "alohomora"(znam je z dziennika Orlanda). W pomieszczeniu panuje polmrok, ale to mi wystarcza zeby dostrzec iz Lo lezy na ziemi, a nad nia stoi z wyciagnieta rozdzka ..Roland!
- co Ty idioto do cholery robisz?! - krzycze, ale nie czekam na odpowiedz tylko rzucam w niego "Fallenus", ktore powoduje..mm..zebyscie sie nie przestraszyli, to powiem tak: obezwladnia i rzuca czlowieka na ziemie powodujac ogromny bol. Podbiegam do Lo, widac ze jest przerazona, po brodzie slpywa jej strumyk jasno czerwonej krwii
- Remik, zajmij sie nim - mowie znaczaco
- oczywiscie kochanie - odpowiada
Mam zaufanie do niego i wiem, ze lepiej nie patrzyc co bedzie sie teraz dzialo z Rolusiem, wzamian zajmuje sie Lo
- Lo, Misku-przytulam ja- jestes bezpieczna- mowie
- nieee...- jej wzrok pada na Remika i ROlanda- nieeeeeee!
- Lo, on chcial Ci zrobic krzywde!
- nie prawda!
- dziewczyno! Zobacz jak wygladasz - wyciagam lusterko i podaje jej, ale ona odtraca je. Wstaje i otrzepuje sie
- jestes zadowolona? - pyta - Sollider, zostaw go! - podchodzi do Rolanda i za pomoca zaklecia podnosi go, a nastepnie wychodzi.
- Elfi, nie martw sie nia..- mowi cieplo i przytula mnie
- chcilabym, ale nie moge - odpowiadam i wtulam sie w mojego, MOJEGO mezczyzne, ktory nigdy nie zrobil by mi krzywdy - Wiesz, musze CI cos powiedziec
- tak?
- uwazaj na miksturach
- co?
- uwazaj na miksturach, wybuchnie obok Ciebie kociolek, a ja nie chce miec poparzonego chlopaka! - coz, czasem dobrze jest miec dar widzenia przyszlosci
Wychodzimy z tego okropnego miejsca i idziemy na ostatnki sniadania.
*
Ostatnia lekcja, latanie:
Widze Lo, ale ona udaje ze jestem powietrzem nawet nie spojrzy na mnie..to boli, bardzo boli. Ale trzeba miec swoja dume! Ja Elfivien GLacier nie bede sie plaszczyc ani prosic o cos!
- Elfvien! CO jest z Toba dzisiaj?! - pyta pani Owenius
- przepraszam - odpowiadam
- I tak koniec, Na dzisiaj koniec, dziekuje!
Wracam do pokoju. Przegladam zdjecia, Lo i ja, Lo, Mama i Tata, Remik i Lo i ROland, ale skad to zdjecie? Przieciez ja go tu nie wkladalam..
Biore serce w dlon i mowie : Remik, chodz do mnie prosze..
Chowam zdjecia do pudelka, a nastepnie wsadzam je do biurka. Schodze na dol, otwieram drzwi i znow, tak jak rano czeka juz na mnie Remik
- ale Ty masz tepo - mowie
- dla ciebie wszystko - odpowiada
- ktora godzina?
- hmm..20
- juz?!
- dopiero..
- mam prosbe, chodzmy do Twojego pokoju, albo gdzies gdzie mozna odpoczac
- no to idziemy
*
Jestesmy znow w malej klasie, tej samej co zawsze. Jest cieplo i przytulnie, poniewaz w kominku pali sie przyjemny ogien. REmik siada na fotelu naprzeciw kominka..
- ja chalalam tu usiasc - mowie
- ale ja bylem pierwszy ..
- no dobrze
Nigdy nie siadalam zadnemu chlopakowi na kolanach, ale trzeba wkoncu sprobowac, czyz nie? Mam prawie 16 lat!
Podchodze do Niego i widze, ze on wie co ja chce zrobic, tylko skad?!
Siadam mu na kolanach i przytulam sie. DOpiero teraz czuje jak naprawde mocno zranila mnie Lo..choc jest mi zle, to przy Remiku czuje sie taka szczesliwa, czuje jakby swiat oprocz nas nie istnial, tylko my, kominek i ten fotel..
- Wiesz Elfi..-zaczyna
- ciom? - pytam glosika dziecka
- masz slodki glosik, ale..kocham Cie..
- wiem, ze mam slodki glosik i wiesz...ja Ciebie tez - caluje go w policzek
- tylko tyle? - pyta z udawana zloscia
- caluje go w usta - a teraz?
- hmm..wiesz, wole CI pokazac co mnie naprawde uszczesliwi...
Musze wam przynac, ze Remik swietnie caluje..mm..:) przytulam sie znow do niego i pytam:
- moge zasnac?
- oczywiscie
I zasypiam....


**
Krotko, ale teraz nie mam za duzo czasu:( Wybaczcie!:*
skomentuj (4)




2005-04-10 20:16:59 >> roz 9 ..

z dedykejszyn for Miranda and Alice(ktora niestety zawesila bloga) and Kuda(ktora dalej nie ma czasu:()
3.01?
(Rano) wstaje i czuje sie jak nowo narodzona, bark snow, koszmarow czy tez innych wizij sprawil, ze czas relaksu dla umyslu i duszly stal sie nim, anie kolejna porazka..Rozejzalam sie po pokoju, lecz niestety nic ciekawego nie dostrzeglam, pomijajac fakt iz LO nadal nie wraca na noc do pokoju i jest obrazona na mnie. Otworzylam ogromna szafe i zaczelam szukac mundurku, trzeba przyznac ze nie duzo czasu mi to zjelo, poniewaz wisial na pierwszym wieszku. Ubralam sie, nastepnie podeszlam do lustra, aby nadac twarzy i fryzurze jakiegokolwiek wygladu,a zwazywszy na to, ze nie maluje sie, nie zjelo mi to rowniez duzo czasu. Spod bialej koszuli wyjmuje polowke serca, moze poczuje ze go potrzebuje? Wychodze na klatke i schodze na dol, otwieram drzwi i widze..Remika!
- co ty tu robisz? - pytam
- wzywalas mnie, wiec jestem! - podchodzi i caluje mnie w usta..
- tego mi brakowalo..- szepcze

C.D.N.
skomentuj (2)




2005-04-04 20:54:25 >> cd roz 8, czyli Elfy, Remik, serce, powrot, Lo i smutek..

Wybaczcie Czytacze, ale ta sytuacja mnie dobija..dlatego notka, jak poprzednia krotka, ale zrozumcie..
*
1 dzien Swiat
Nawet nie wiem kiedy zasnelam, rano obudzilam sie w ubraniu z prezentami w nogach i koldra na podlodze, ale to juz normalne, ze jak spie to koldra laduje na podlodze. Podchodze do lustra i widze prawie 16 letnia dziewczyne o zapuchnietych czerwonych oczach i rozczochranych blond lokach w purpurowej szacie lekko pogietej od spania. Podchodze do ogromnej szafy z ubraniami, wyciagam jakies zwykle jeansy i sweter i ubieram je, nastepnie rozczesuje wlosy zaplatujac je w warkocz i schodze na dol. Na korytazu jest dosc zimno, i musze przyznac iz jest to bardzo zadziwiajace, bo zazwyczaj w zimie zawsze jest napalone w kominkach..Wchodze do salonu i widze..pustke, nastepny kierunek, a moze pomieszczenie to jadalnia i widze rodzicow z ciocia. Cala trojka choc zadowolona i z usmiechem na twarzach to jednak widac, ze sa zmeczeni, ale nie chca puscic pary z ust! Przeciez mam rocznikowo 16 lat, nie jestem dzieckiem! Ale oni chyba nadal uwazaja mnie za 6-cio latke..
- Dzien dobry - witaja mnie
- Zalezy jak dla kogo..- odpowiadam, ale nie slysze odpowiedzi. Siadam na swoim zwyklym krzesle i oczekuje na cos do zjedzenia, po chwili przybiega Mrok i naklada mi jakiejs salatki warzywnej. Patrze na tajemnicza Trojce, i dostrzegam iz oni na mnie patrza
- co jest? - pytam
- zle i dobre wiesci - odpowiada Mama
- czyzbym juz dorosla do wtajemniczenia w tak wazne informacje?- pytam niezbyt milo
- przestan byc ironiczna - upomina mnie Tato
- dobrze, a wiec?- zeby cos wiedziec, trzeba udac milego
- po sniadaniu - odpowiada Mama
- dobrze
Zabieram sie za salatke, jem szybko i popijam ciepla herbata, patrze wyczekujaco na Mame i slysze:
- chodzmy do Twoich komnat
Nie chce mi sie isc, wiec sie aportuje w pokoju, siadam na lozku i czekam, no bo co sie stalo, ze chca mi cos powiedziec? Mama wchodzi, ale nie siada na lozku tylko na moim ukochanym bujanym fotelu. Widac, ze nie wie co powiedziec, ale co mnie to? Chce jakis informacji!
- a wiec? - pytam
- Nie dlugo sa Twoje 16 urodziny..- mowi
- tylko tyle chcialas mi powiedziec? CHyba wiem kiedy mam urodziny! - jestem wsciekla
- Uspokoj sie! Jak Ty sie do mnie odzywasz?! - Zaraz pojda iskry
- przepraszam - odpowiadam, choc niezbyt szczerze..
- tak lepiej, a wiec Twoje imie nadane jest Ci nie bez znaczenia..-mowi powoli - Jak zapewne wiesz, nie jestem czlowiekiem i czarownica, tylko czlowiekiem, czarownica a raczej wiedzma oraz Elfem
- co? - o co tu chodzi?
- jestes pol Elfem, dlatego Twoje imie brzmi Elfivien - odpowiada
- no i co w zwiazku z tym?- coz za mile pytanie
- i w dniu Twoich 16 urodzin..bedzie Twoja inicjacja i zostaniesz wprowadzona w moj swiat, a wlasciwie nasz swiat
- nawet jesli jestem tylko pol elfem?
- nawet, nie ma wyjatkow. Jesli plynie w Tobie krew Elfow, to jestes Elfem..
- ale Mamo, czytalam, ze Elfy nie uzywaja przemocy i Czarnej Magii, a ja wiesz..
- wiem, ale Ty jestes Elfem, ktory moze uzywac i Bialej i Czarnej Magii
- dobrze, mam sie jakos szczegolnie przygotowac na ta inicjacje?
- bedziesz musiala, ale nie teraz. Jedyne co musisz teraz robic to uczyc sie razem z Ojcem
- dobrze, i Mamo..przepraszam - teraz juz szczerze
Wstaje i usmiecha sie cieplo..
- Wybacz, ale musze isc do Cioci
- dobrze
Wychodzi i zamyka za soba drzwi, a ja postanawiam poczytac sobie troszke pamietnik Orlanda..
*
W dniu wyjazdu:
Gdybym mogla to wolalabym sie aportowac, albo jechac samochodem, ale nie moge..Zegnam sie z ciocia przy drzwiach. Tym razem jade na peron z Tata i Mama. Skrzaty wrzucaja moje kufry do bagaznika i jedziemy tym samym, czarnym i jakze pieknym autem!
Jedziemy szybko, moze troszke za szybko ale trzeba sie pospieszyc..9 juz prawie dochodzi, a ja dopiero wbiegam na peron, Tata wrzuca bagaz do przedzialu, a w tym czasie zeganm sie z Mama
- nie wychodz sama nigdzie, uwazaj na siebie, ucz sie, nie mow o sobie za duzo i..
- dobrze Viv, daj jej spokoj. Kochamy Cie corciu! - mowi Tato
Wsiadam do przedzialu, ale jeszcze sie wychylam i widze, jak jacys ludzie otoczyli MOICH rodzicow i klaniaja sie im ze slowami "o Panie! o Pani!"Nie widze dalszego potoku zdarzen, bo pociag rusza. Siadam sama, no moze nie sama przeciez mam Tie na reku i Quirke w koszyku, ale jednak brakuje mi przyjaciol i Remika, nagle moje rozwazanie przerwa dzwiek otwieranych drzwi, spogladam co za intruz przerwal mi w tak waznej chwili i widze..Remika! Milosc mego zycia!
- Remik! - podbiegam do Niego i wieszam sie mu na szyji
- Elfi, przestan, bo mnie udusisz!
- Wiesz jak sie za Toba stesknilam?!?!
- I tak mialo byc!
- alez Ty okrutny!- zartujemy
Puszczam Go i zamyka drzwi, a nastepnie siada
- jak minely Swieta?
Slowa Mamy przypominaja mi sie ; - dobrze, a Twoje?
- tez dobrze..wiesz, mam prezent dla Ciebie..
- nie trzeba bylo..
- trzeba, trzeba - Wyciaga czarny, aksamitny woreczek z kieszeni szaty
- co to jest? - pytam
- otworz i zobacz - usmiecha sie
Otwieram i na reke wysypuje mi sie sliczny naszyjnik w ksztalcie serca, ktore mozna przelamac na pol..
- och..jaki sliczny!
- i zeby byl bardziej skuteczny to ..- wyciaga szytlet z rekawa - musimy uronic krople krwi na niego..
- po co?
- hmm..znalazlem w starych ksiegach Mego Ojca zaklecie, ktore dzieki takiemu polaczeniu spowoduje, ze bedziemy na zawsze razem!- odpowiada z blyskiem w oku
- no wiec dobrze..a skad mam wziasc te krople?
POdaje mi sztylet
- z palca jesli chcesz - odpowiada
Nacinam palec i spuszczam krople krwi na serce, nastepnie podaje szytlet Remikowi i powtarza moje ruchy. Nagle serce zaczyna swiecic na zielono i krople wsiakaja w nie, nie zostawiajac nawet sladu..
- zlap teraz polowke z R, a ja zlapie za E i przelamiemy, dobrze? - pyta
- dobrze
Lapiemy za polowki i rozlamujemy serce na pol
-a teraz zaloz je na szyje- mowi
Zakladam swoja czesc, a on swoja i czuje cos bardzo dziwnego..jakbym byla rozdzielona na pol..
REmik siada obok mnie i przytula w taki sposob, ze czuje jakby wszystkie problemy wokol mnie przestaly istniec..Nagle drzwi otwieraja sie powtornie i staje w nich jakas niezbyt urokliwa dziewczyna
- No golabki, wstawac! Zaraz dojezdzamy!- mowi i wychodzi..
- ktora godzina? - pytam Remika
- 13..-odpowiada nieco zdziwiony..
Pociag zatrzymuje sie na peronie przy zamku, wychodzimy trzesac sie z zimna, ale nagle czuje jak ramie Remika otacza mnie..
- odrazu lepiej - mowie
- wiem - mowi i pochyla sie szepczac "kochanie"
*
Siedze juz po obiedzie na lozku, lekcje sa odwolane, a ja jestem taka zmeczona i smutna..Spotkanie z Lo wygladalo okropnie! Wymusila sie na usmiech i "czesc, jak swieta?" i poszla do Rolanda..no coz, masz mnie dosc, nie bede sie narzucac..mam swa godnosc! Klade sie i zasypiam, a raczej zapadam sie w blogoslawiona pustke..
skomentuj (5)




2005-04-01 19:09:54 >> roz 8, czyli prezenty, kolacja i ciocia

Dla wszystkich, ktorzy tu wpadaja i zostawiaja jakis slad po sobie..

Wigilja(chyba kazdy wie, ktory to dzien?)
Siedzimy przy pieknie udekorowanym stole, ktory az ugina sie od roznych potraw i smakolykow. Mama jak zwykle w pieknej czerwieni, ja w puruprze a Ojciec w czerni. Dzownek do drzwi, pewnie nieoczekiwany gosc, ktory nazywa sie ciocia. Skrzaty biegna do drzwi, slysze jej kroki, wchodzi do jadalni, cala przemrozona i zaplakana, Mama wstaje i podchodzi do niej
- Ella, co sie stalo?
- Vi..Vi..oni Go zabili!! - odpowiada zaplakana
- CO ?
- no przy-przyszli w bialych sz-szatach ii ii mie-eli mieczeee..przywiazali mniee do scciaaany ii..-szloch- kazali patrzec na na na jego TORTURY!!
- przejdzmy do mjego gabinetu
Wychodza dwie, a wraz za ich sladem podarza Ojciec, w drzwiach odwraca glowe i mowi
- spokojnie, zaraz wszystko sie wyjasni, jesli jestes glodna mozesz zjesc, a jesli chcesz prezenty to znajdz swoje i rozpakuj
Zostawiaiaj mnie sama przy tym stole, "jesli jestes glodna" jestem, jesli jestes ciekawa prezentow jestem! Podchodze do choinki i wyciagam chyba z 15 prezentow, wracam do stolu nakladam potrawy na talerze i wolam skrzatke, aby je zaniosla na gore. Wchodze na gore spokojnie i po cichu, ale nic nie moge uslyszec, zadnych krzykow czy placzu, nic! Wchodze do swojej komnaty i rzucam prezenty na lozko, biore jeden z talerzy i laduje obok podarkow..no to pierwszy prezent, co tu mamy? jakies pioro, ciekawe po co mi kolejne? Rozpakowywuje reszte, ale z przykroscia stwierdzam iz brakuje w nich czegos ciekawego. Patrze na biorko i az nie moge uwierzyc..zjadlam wszystko co na lozylam, a bylo tego sporo..Schodze po cichu na dol, przeciez trzeba sie czegos dowiedziec. Staje przy drzwiach, ale nic nie slychac, pochylam sie nad dziurka od klucza i..nagle otwieraja sie drzwi, przez ktore wychodzi juz spokojna ciocia i rodzice
- ELfivien, mam nadzieje, ze nie podsluchiwalas? - pyta Ojciec groznym tonem
- nie, nic a nic- odpowiadam
- musimy teraz isc, ale ciocia zpstanie z Toba - mowi Mama
Podchodza do wieszaka z plaszczami i ubieraja sie i..i wychodza..Pieknie!Ale trzeba zajac sie ciocia
- moze herbaty?
- nie Elfi, idz rob cos sobie, a ja tu posiedze..
- dobrze, jak cos, to wolaj
Biegne na gore i klade sie, nie mam na nic ochoty...

c.d.n. :)
skomentuj (2)




2005-03-27 16:58:25 >> roz 7, czyli przygotowania do Swiat, tesknota i nauka :)

Dla:
- Alice - wiernej czytajacej moje wypociny, i przy ktorej opowiadaniu wpadam w kompleksy
- Kudy - ktora juz dawno tu nie zagladala,
- Mirandy - kolejnej pisarce, ktora sprawia, ze wpadam w kompleksy:)

*
21.12...
Podroz tak cudownym autem byla poprostu cudowna! Ta predkosc, ten powiew zimnego wiatru, ach! Juz nie moge doczekac sie swoich urodzin! Mam nadzieje, ze rodzice wywiaza sie z obietnic i kupia mi takie cacko:) Ale wracajac do terazniejszosci..Jestem zmeczona, odkad przyjechalam do domu mam pelno zajec z Tata, ktory uparl sie mnie szkolic na potezna czarownice Czarnej Magii, nie mam nic przeciwko temu, a wrecz przeciwnie! Dzieki wysilkowi moje mysli sa nakierowane na nauke, a nie na tesknote za Remikiem i Lo.. tak mi ich brakuje..Wlasnie schodze na dol, a przygotowania do Swiat ida "pelna para", cudowne wonie roznych potraw i smakolykow roznasza sie po calym domu, ale musze isc na zakupy Swiateczne, wiec nie mam jak sprobowac tych pysznosci. Ciocia stoi juz pod drzwiami
- co sie tak slimaczysz?- mile powitanie jak zwykle..
- myslalam..
- no to nie mysl, chodz - lapie mnie za reke i przenosimy sie na ulice pelna CZarownic i Czarodziejow. Mroz az trzaska, ale czego mozna chciec skoro to zima? Wchodzimy do "Prezenty, prezenciki i co jeszcze tylko zapragniesz", maly sklepik ale jaki piekny! Uwielbiam chodzic po jego zakamarkach...Ciocia wybrala regaly z ksiazkami, ale ja jestem bardziej praktyczna i romantyczna, wiec przenioslam sie w strone ramek do zdjec i innych cudnych rzeczy. Dla Mamy wybralam piekna szkatulke na bizuterie, dla Taty sztylet na ktorego rekojesci wyklute sa weze z purpurowymi oczami(co ja poradze, ze uwielbiam ten kolor?), dla Lo ..dla Lo narazie nic nie kupie, a dla Ciocia i Remika sama cos zrobie:) Podchodze do regalow z ksiazkami, przy ktorych CIocia buszujjac nie zauwaza mnie, wchodze w ciemny kat i znajduje ksiazke, ale czy to ksiazka? Nie, nie to jakis dziennik, ale skad wzial sie tu dziennik? Zagladam do srodka i widze : Ten dziennik nalezy do O.D. i nikt oprocz mnie nie ma prawa tu zagladac! Raczej nie jest to wlasnosc tego sklepu, chowam dziennik do torebki i podchodze do Cioci
- Ciociu, mozemy juz isc?
- tak, juz skonczylam wybierac prezenty - odpowiada szczesliwa
Podchodzimy do kasy. Ciocia placi za wszystko, nawet za moje zakupy nie wiadomo czemu, ale placi. Wychodzimy i aportujemy sie znow w domu, biegne na gore nie odzywajac sie do nikogo, chowam pod lozkiem pakunki i wracam znow na dol, wchodze do salonu
- i jak bylo? - Pyta Mama
- mmm..dobrze- odpowiadam
- PODAC KOLACJE! - krzyknal Tato
I na jego zawolanie 5 skrzatow przybieglo i zaczelo rozstawiac na stole talerze i sztucce oraz jakies dania, ale moje mysli zamiast krazyc przy stole byly w moim pokoju obok dziwnego pamietnika..
- Elfi, czemu nic nie jesz?
- prosze? - nie doslyszlalam o co pyta Mama
- pytalalam czemu nie jesz, co sie z Toba dzieje?
- zamyslilam sie i poprostu nie jestem glodna
Wstalam od stolu i pobieglam do pokoju. Wchodze i zamykam drzwi za soba, klade sie na lozku i wyciagam pamietnik, otwieram pierwsza strone i czytam mile powitanie dla czytajacego, ale wkoncu wszyscy maja prawo do prywatnosci..otwieram nastepna strone i czytam pierwszy wpis:
- Nazywam sie Orlando Daniells i nie wiem po co pisze ten badziew, moze po to by opisac swoje glupie zaloty do dziewczyny(Vivien Rettro), ktora w ogole nie zwraca na mnie uwagi? a moze przez glupia przepowiednie? No ale skoncze sie przedstawiac, a wiec wiecie jak mam na imie, mam 18 lat i chodze do szkoly Bialej Magii(a gdzie indziej moglby chodzic czarodziej?)Mam siostre i brata. Lubie Rock i Rap i to chyba wszystko?
Vievien Rettro? Ale przeciez to moja mama! Ale kim jest ten chlopak? Mama w szkole Bialej Magii? O co w tym wszystkim chodzi?
- Elfivien! Lekcja!!- glos Taty
- juz ide!
Kolejna lekcja, ale tyle pytan mam w glowie..Trzeba bedzie poszperac troche w rodzinnych pamiatkach! Wchodze do wielkiej sali, Tato juz stoi w swoim zwyklym czarnym ubraniu, a obok leza dwa miecze
- co to jest? - pytam
- miecze...-odpowiada
- a po co mi to? przeciez to nie sredniowiecze!
- jeszcze CI sie przyda!
Podchodze blizej i biroe jedna z "smiercionosnych kling". Jest ciezka ale i piekna..
- zobacz, trzemasz tak miecz i..
I lekcja trwa..
*
Wybaczcie drodzy Panstwo jesli bedzie nie zrozumiale..
skomentuj (4)




2005-03-22 12:02:44 >> roz6, czyli duma, faceci i oczekiwanie na akcje..

19.12
nie wiem kiedy Lo wrocila..moze wcale nie wrocila na noc..mozliwe..Ubralam sie i szybko pobieglam na sniadanie, przeciez chyba tam musiala isc! "przeczesalam" cala sale wzrokiem ale po Lo nie bylo sladu "Gdzie jestes?!Lo prosze.."ale Lo nie pojawiala sie..z tych nerwow nic nie zjadlam..goraczkowo myslalam gdzie moze teraz byc..Spojrzalam instynktownie w strone drzwi i o malo nie spadlam z krzesla! Lo stala w wejsciu razem z tym DUPKIEM! a nadodatek trzymala go za reke! popatrzylam na tego calego Rolanda, a on na mnie i nie wiem dlaczego ale uslyszalam jego mysli "dzieki niej zblize sie do Ciebie!" Boze! Lo przeciez Ty jestes tylko jego marionetka! - pomyslalam i podbieglam do niej..

-Lo, co Ty robisz?! martwilam sie o Ciebie!!
- czyzby? - odpowiedziala kpiacym tonem
- o co Ci chodzi!
- o nic..-odpowiedziala TYM tonem, tonem ktorego nie uzywala, nigdy..- ale teraz musimy isc na sniadanie, wiec do zobaczenia - obeszli mnie usmiechajac sie pogardliwie..

O nie! tego za wiele! wybiegajac z sali uslyszalam glos wolajacego mnie Remika. Zatrzymalam sie, nie odwracajac twarzy, przeciez nie bede sie upokarzac, pokazuja komus, ze placze!

- Elfi! szukalem Cie! mielismy sie spotkac, zapomnialas?
- dzisiaj? przepraszam..ale..ech..
- co sie stalo ?- przytulil mnie, tak ze odrazu poczulam sie lepiej
- Lo nie wrocila na noc..rano pobieglam ja szukac..ona..ona chodzi z Rolandem!!
- tak..z Rolandem..widzialem ich rano..jak..jak..
- co jak?
- nie lubisz go?
- nie zmieniaj tematu..prosze -powiedzialam blagalnym tonem
- no wiec..oni sie calowali
-ca-calowali? - poczulam sie jakby mi grunt spod nog uciekal..
- Elfi, co z Toba!?
- poprostu..zle..zle..- nie moglam dokonczyc zdania, poczulam sie slaba..bardzo slaba, az nagla zapadlam sie w ciemnosc..nie slyszalam nic wiecej, nie widzialam nic wiecej..poprostu przenioslam sie do innego swiata..swiata wizij..Boze, prosze..nie chce..
*
Obudzilam sie w lozku w gabinecie Medwiedzmy. Nie zaczesto tu przebywam, ale musze przyznac, ze interesuje sie lecznictwem. Znam wiele zaklec, ktore moge pomoc chorej osobie..
Wybieglam szybko i cicho, przeciez musze sie pakowac, dzisiaj powrot do domu na Swieta! Nie moge sie doczekac.. Przebiegam skrzyzowanie korytazy i widze calujaca sie pare...wspomnienia jak zimna fala we mnie uderzaja..Lo..co z Toba? Wchodze do pokoju, do NASZEGO pokoju, LO, Vil i Fran sa juz spakowane, rozmawiaja o swoich chlopakach. Podchodze do LO "- musimy porozmawiac"-rzucam lodowato, wychodzimy z pokoju na korytaz..
- co jest Elfi?
- no wlasnie Lo, od kiedy sie spotykasz z nim?
- od poczatku - opieram sie o zimna sciane - Ale co Cie obchodzi moje zycie, co?
- LO?
- no tak! nigdy sie mnie nie interesowalas!
- co Ty mowisz?!
- prawde! zawsze Ty i TY!!!
- co Ty mowisz? co Ci sie stalo?!
- nic! spadam do Ro!
Odbiega szybko z pogardliwym usmiechu, a ja wracam do pokoju rzucam w strone szafy :"pakuj!" i mam z glowy..to nie bede latwe Swieta..
- Elfi, poklocilas sie z Love?
- nie, poprostu ostra wymiana zdan..
- acha, moze pojdziesz znami na ostatni posilek przed Swietami?
- co? a nie, nie idzicie
Wychodza, biore zdjecie Lo, usmiech sie do mnie tym swoim usmiechem dziecka, mysle "Co z Toba siostro?" ale nie dostaje odpowiedzi tylko wizje:
(wizja) Korytaz, ciemny, pusty i zimny LO kloci sie ostro z jakims Mezczyzna, nagle obraz sie zmienia Jestem przyczepiona do sciany Lo lezy na srodku kregu cala we krwii, krzyczy..chce jej pomoc, ale nie moge, moje rece sa rozciete, dlugie krwawe pregi ciagna sie po moich reka, dloniach, nogach, poprostu po calym ciele niczym zmije czajace sie. Podchodzi do mnie kobieta "myslalas, ze mozesz wszystkim ufac?"pyta zimnym glosem "glupiutka dziewczynka, przeciez Cie ostrzegali, ale lepiej bylo grac bohaterke, co? etraz tatus ani mamusia Ci nie pomoga! Oni zgina a Ty bedziesz zyla z tym pietnem i marzeniem o smierci, ale nie umrzesz!!"smieje sie okropnie rzucajac we mnie zaklecie, krew tryska z moich rozcietych dloni jak deszcz, ale mysle tylko o uratowaniu ich...
*
Wsiadamy do pustego przedzialu, pociag jedzie szybko, ale za wolno. Kocham predkosc, kocham szybkie samochody, kupie sobie kiedys jakis. Patrze w okno nie widzacym wzrokiem, obok siedzi Remik z kolegami, rozmawiaja o miotlach, a ja marze wolnosci...
* WYsiadamy na pronie, zegnam sie z Remikiem i zauwazam Mame "no tak, jak Ojciec moglby sie tu pokazac.."
- Chodz kochanie - tuli mnie - jak bylo?
- dobrze, aportujemy sie?
- nie, mamy Twoj wielki kufer, jedziemy
Wychodzimy z dworca,jest juz wieczor, przed nami stoi czarne, piekne, sportowe auto. Mama wrzuca zakleciem kufer do bagaznika i wsiadamy. Ostatnie spojrzenie na "kolegow" i odjezdzamy z piskiem opon..Jedziemy do domu...
skomentuj (4)




2005-03-16 08:57:31 >> roz5 (nowy, dalsze sny, klotnia i dalsze randki:))

12.12....
Nie dlugo Swieta..Ale Co to byl za sen! Okropny! Bylam w ciemnym, ogromnym pomieszczeniu, ktore wygladalo na loch albo cos w tym stylu..Jakis mezczyzna w ciemnych szatach stal wkregu jakis ludzi (rowniez w ciemnych szatach)i trzymal rozdzke nad czlowiekiem, ktory kulil sie u jego nog..
- prosze, nie zabijaj mnie..- powiedzial ochryplym glosem
- prosisz? a wiesz co wzbudza u mnie prozba o litosc? - odpowiedzial mezczyzna nad nim
- wiem Panie..
- wiesz, wiesz ale prosisz? - mezczyzna w szacie wyprostowal sie i wyszeptal "Rowenso" z okropnym zimnym smiechem, a czlowiek pod jego nogami zaczal krzyczec i krzyczec tak jak nigdy nie slyszalam..Obudzilam sie zlana zimnym potem, spojrzalam na zegarek 4.45 -"trzeba sie zbierac" I wstalam, umylam sie, ubralam i wyruszylam na spotkanie z Remikiem. Podczas, gdy szlam przez zimne korytarze myslalam o nim i poczulam, ze gdy tylko powiem "Remik" czuje w sercu cieplo, ktore powoduje, ze swiat wydaje mi sie lepszy! Szlam tak jeszcze chwile, gdy wpadlam na kogos, spojrzalam i usmiechnelam sie, to byl On!

- Czesc!
- Czesc. Gdzie idziemy?
- Nie wiem, moze do jakiejs klasy?
- Chyba tak...na dworze jest straszny mroz..
- no to chodzmy, parter, lewa strona
- znasz cala szkole?
- Elfi, Ty chyba tez znasz cala szkole! - wkoncu troche buszuje po niej;p
- mozliwe, ale chodzmy
Klasa byla malym pomieszczeniem, ale bardzo ladnie urzadzonym! Miala 6 malych stoliczkow do herbaty, a dookola nich staly po 4 wygodne fotele, wszystko tu bylo rozowo - zielone z malymi rozyczkami, nie przepadam za rozem, ale to wygladalo bardzo przytulnie..i romantycznie.

- Jak Ci sie podoba Elfi?
- Cudownie! a od czego jest ta klasa?
- Tu odbywaja sie zajecia z wrozb i takich roznych..
- ale i tak tu ladnie..
Usiedlismy przy stoliczku, ktory byl dokladnie kolo pieknego kominka, w ktorym zazylo sie kilka kawalkow drewna, nadajac pomieszczeniu jeszcze cudowniejszy nastroj..

- Elfi, opowiedz mi o sobie dokladniej -poprosil Remik
- a po co? - przypomnialo mi sie co Ciocia mowila o ostroznosci w opowiadaniu o sobie obcym, ale Remik nie byl obcy, prawda?
-Chcialbym Cie lepiej poznac..
- a moze Ty pierwszy opowiesz o sobie?
- nie ma sprawy
- no wiec slucham Cie - zlapalm go za reke myslac "co TY ROBISZ?!"
- wiec mieszkam w ogromnym domu z dala od Niemagicznych, wokol domu jest maly las, ogrod i staw, w ktorym mozna sie kapac w lecie. Nie mam rodzenstwa, ale za to mam Moje 3 ukochane zwierzaki - Weza, Mangus (polaczenie tygrysa, konia i jakiegos drapieznego ptaka) oraz jastrzebia. W szkole idzie mi niezle, ulubionym przedmiotem jest sollings, i to chyba wszystko..
- chcialabym zobaczyc Twoj dom.. a wiesz, ze tez mam weza?
- musisz mnie odwiedzic. A jakiego?
- zobacz- podciagnelam rekaw pokazujac Tie
- wiesz, ze to waz domu Serpensa? - kazdy dom ma jakies zwierzatko:)
- wiem - usmiechnelam sie
- a jak sie nazywa?
- Tia...
- ciekawie
- masz moze zegarek?
- jest 7.45 zaraz sniadanie, a Ty mi nie opowiedzialas jeszcze o sobie..
- jutro Ci opowiem- usmiechnelam sie
- mam pytanie..
- tak?
- moge Cie pocalowac?
- emm..Remik..mm..chy-chyba ta-tak
Remik podszedl blizej mojego fotela, nachylil sie i pocalowal mnie tak, jak jeszcze nigdy zaden chlopak! (nie pisalam wczesniej, ale juz sie calowalam - to tak w drodze wyjasnienia:)..choc nie ma co wspominac..)To byl pocalunek, w ktorym mozna bylo wyczuc wszystko co Remik do mnie czuje..

- Elfi - spojrzal na mnie - jeszcze nigdy nie czulem czegos takiego do zadnej dziewczyny-zaczerwienil sie - Elfi, ja Cie kocham!
- Remik, ja Ciebie tez kocham- pocalowal mnie jeszcze raz i wyszlismy cali szczesliwi trzymajac sie za rece
Przy stolach siedziala juz cala szkola, gdy weszlismy. Podeszlam szybko do Love i usiadlam.

- Czesc Lo!
- Witaj Elfi, gdzie bylas?- wyczulam w jej glosie chlod..
- nie gniewaj sie! bylam z Remikiem..
- to dlatego tak promieniujesz - powiedziala usmiechajac sie
- wiesz..czasem nienawidze, tak swiecic..
- PROSZE O CISZE! - dyrektor wstal z krzesla..czyli cos waznego
- pozniej opowiem Ci reszte
- dobrze
- Dzisiaj do naszej szkoly przybyl nowy uczen!
- co?- rozlego sie to pytanie po calej sali
- Tak, Tak, dobrze slyszeliscie. Nazywa sie Roland Von Swindlering, bedzie ucz..
"o, ho! juz moje przeczucie sie obudzilo!" pomyslalam, tylko kto to jest? i ma bardzo dziwne nazwisko...
- Dziekuje za uwage!
Roland byl dosc wysokim chlopcem, a moze juz mezczyzna. Mial burszytnowe wlosy i oczy oraz opalona skore. Nie byl ladny, ani brzydki. Ale w oczach mial cos bardzo dziwnego..Szedl prosto w moim kierunku, "Tylko, zeby nie usiadl blisko" - modlilam sie, i naszczescie usiadl na samym koncu stolu "uff....dzieki"

- Co o nim sadzisz Elfi?
- Bardzo dziwny chlopak..widzialas jego oczy?
- nie, a dlaczego?
- COs dziwnego w nich jest..jakby chec zemsty i..nie wiem jak to okreslic, ale chyba chec rozlewu krwii...
- Ty tez masz dziwne oczy ELfi..
- jedzmy sniadanie - zmienilam temat
Po posilku poszlysmy na lekcje Czarnej Sztuki, a pozniej na Mikstury i Sollings,a pozniej na mistycyzm..
Po lekcjach wybralysmy sie jak zwykle odrabiac prace domowe.. I walsnie teraz przypomnialam sobie o Liscie do Cioci w sprawie Taty!

- LO, zaraz przyjde!
- Gdzie idziesz?
Wybieglam juz z biblioteki i popedzilam do pokoju po Qirke

"Ciociu!
Slyszalam, ze moj Tato ma jakis zwolennikow! o Co w tym chodzi?
Prosze, odpisz szybko!
Elfivien"


Podnioslam Qirke do okna i wypuscialam ja. Wracajac do Lo spotkalam Rolanda..

- Czyzby slynna Elfivien Glacier? - zapytal
- O co ci chodzi? - odpowiedzialam najchlodniej jak umialam
- O nic, jestem ROland Von Swindlering - wyciagnal reke, ktora oczywiscie zignorowalam
- nie nauczyli Cie w domciu, ze trzeba byc kulturalnym?
- cos jeszcze masz do powiedzenia?
- narazie nic
- no to do widzenia - oby nie szybkiego I odeszlam
Wpadlam jak piorun do biblioteki

- szukal Cie ten nowy..
- co chcial?
- nie wiem..
- i tak mnie juz znalazl..dobrze, ze nie jest z nami w domu!
-Yy..Elfi! nie sluchalas dyrka? on jest wlasnie w naszym domu!
- O nie.. - dlaczego?
Kiedy skonczylysmy odrabiac zadania poszlysmy do pokoju, usiadlam na moim miekkim lozku i zauwazylam 2 karteczki..

- Lo, zostawilas cos na moim lozku..
- nic nie zostawialam, przeciez dopiero weszlam z Toba...
- to co to jest?
- nie wiem, zobacz!

Elfi, Spotkajmy sie jutro tam gdzie dzisiaj i o tej samej porze!
R.

- to od Remika, ale ten drugi nie wiem od kogo..

Elfivien, nie zrobie Ci krzydy!Badz milsza

Roland


- o Matko! to od tego ...ekchem
- Elfi, chyba mu sie spodobalas! Ale dlaczego jestes taka..nie mila wstosunku do niego?
- Nie spodobalam mu sie, rozumiesz? i jestem taka bo mam zle przeczucie!
- dobrze, nie musisz na mnie krzyczec! - I wyszla z pokoju - no cudnie! jeszcze tego brakowalo!
Umylam sie i polozylam.."ale jestem zmeczona" pomyslam i zasnelam odrazu..Nie slyszac o ktorej wrocila Lo i nasze "przyjaciolki" Vil i Fran..


skomentuj (2)




2005-03-09 15:25:15 >> roz 4(swieta, sny, Remik i...)

2.12
Nastal grudzien, a wraz z nim Swieta, jak ja kocham Swieta! ale nie tylko z powodu prezentow, nie, chodzi mi o te Magie Swiat, te spotkania z Rodzina..mm..chcialabym moc spedzac Swieta z moja "siostrzyczka", ale coz..przeciez Love nie zostawi Ojca dla mnie..- rozmyslajac o wszystkim siadlam na parapecie okna i patrzylam na wirujacy snieg. Bialy, czysty, i taki piekny..poszlabym sie teraz przejsc, ale zabronil mi tego Tato, choc ja nie jestem grzeczna dziewczynka i nie slycham sie zakzow ale tego posluchalam.. Ide sie przejsc - postanowilam. Ubralam sie w szaty narzucilam plaszcz i wyszlam..musialam wyjsc, zostawic to wszystko, by pomyslec, by rozwazyc i zastanowic sie nad tym wszystkim...
Przeszlam szybko przez korytarze, zbieglam ze schodow - oczywiscie najciszej jak umialam (co wcale mi klopotu nie sprawialo, poniewaz nauczylam sie od Taty takiego sposobu chodzenia - szybko ale cicho)przeszlam przez wielkie drewniane drzwi i wybieglam na swieze powietrze! tego bylo mi potrzeba! chwili samotnosc(nie wzielam ani Love a ni mojego weza), chwili spokoju..Przeszlam przez polane i wbieglam do lasu, ktory wyglada cudownie! drzewa przykryte sniegiem, ktory wyglada niczym biala, ciepla koldra! podeszlam do wielkiego, zamarznietego jeziora, rozejrzalam sie wokol w poszukiwaniu miejsca do usiascia i znalazlam kamien, ogrzalam go zakleciem i usiadlam. Teraz moge spokojnie myslec..
Siedzac w ciszy przypomnialy mi sie drzwi od zamknietej czesci domu, ktore byly bardzo podobne do drzwi wejsciowych szkoly...choc roznily sie paroma szczegolami..ale jednak byly to prawie te same drzwi! tak samo masywne, tak samo wielkie i nawet z taka sama klamka, tylko nie bylo na nich wezy tak jak u mnie, ale..czy to zwykly przypadek? Nagle uszlyszlam(oprocz cichego i szybkiego chodzenia, potrafie uslyszec nawet bardzo ciche rozmowy, widze w ciemnosci i poruszma sie "jak kot, z gracja, wdziekiem i drapieznoscia" meow!), ze ktos idzie w moja strone..Odwrocilam sie i..i ujrzalam slicznego chlopca! Jego wlosy i oczy czarne niczym wegiel, a twarz biala jak snieg..

- Witaj - powiedzial
- witaj- usmiechnelam sie - widze, ze tez sie wybrales na spacer..
- tak, musialem przemylec pare rzeczy..
- ja tez..cudowne miejsce do rozwazan, tylko troche zimno..
- rzeczywiscie zimno, jestem Remigius de Sollider - usmiechnal sie
- Elfivien Glacier - odwzajemnilam usmiech
- z ktorego roku jestes?- zapytal i usmiechnelismy sie..
- szosty, ale nigdy Cie nie widzialam..
- siodmy, ja Ciebie tez nie widzialem..
- nie lubie byc w centrum zainteresowania..
- no tak..zwazywszy na Twe nazwisko..a propos, jak nazywa sie Twoj Ojciec?
- pelne imie czy tylko te ktore uzywa?
- moze byc pelne - odpowiedzial
- a wiec Serpens Seavus Sergius Salazar Freya - Glacier, ale Freya to nazwisko Matki, ja tez mam dwa nazwiska
- wiesz, chyba moj Ojciec jest przyjacielem, a zarazem zwolennikiem Twojego Ojca - zwolennikiem? o co chodzi?
- co to znaczy zwolennikiem?
- nie wiesz co Twoj Ojciec robi?
- no wiem, ze nie jest dobrym facetem, i ze jest Czarnym Panem..
- moze zmienmy temat? - zapytal
- no dobrze - choc ja i tak wiedzialam co zrobie jak tylko wrocimy do szkoly! napisze do Cioci!
Z powodu zimna wracalismy do szkoly rozmawiajac o roznych rzeczach, i musze przyznac, ze Remik jest nie tylko slicznym chlopcem, ale tez bardzo inteligentnym ..
- jestes fajna dziewczyna, ELfi!
- dzieki
- spotkamy sie jutro?
- oczywiscie! o 6 tutaj(czyli przed wielkiemi drzwiami)?
- nie, lepiej o 5 tutaj! bedziemy miec wiecej czasu!
-dobrze, no to..to pa- powiedzial robiac jakis dziwny ruch jakby chcial mnie pocalowac..
- to do zobaczenia- i ucieklam
Cholera!CHOLERA! jak moglam uciec? dlaczego nie dalam sie pocalowac? - doszlam do naszego pokoju..ale Love juz nie bylo..pewnie poszla na sniadanie..spojrzalam na zegarek i o malo nie zemdlalam ! 10!! juz 3 lekcja! Boze..gadalam z Remikiem 4 godziny...wzielam ksiazki i pobieglam na lekcje Czarnej Magii

- przepraszam pani profesor!
- Glacier! masz spoznienie i..szlaban, po lekcji zostan w klasie w celu omowienia go! Na miejsce!
Przeszlam na sam koniec sali i usiadlam, dlaczego ta kobieta jest taka nie mila? w jej oczach widze tylko pogarde i nienawisc jak na mnie patrze, ale dlaczego? moje rozwazania przerwala karteczka Lo -"co sie stalo?"
-"pozniej CI powiem"
- panna Glacier! karteczki! pokaz to! natychmiast!
..Jakos dotrwalam do konca..po lekcji musialam zostac ..
- poczekam pod klasa-powiedziala Love
- dobrze
- a wiec Glacier! posprzatasz wszystkie kociolki od mikstru! Dzisiaj o 8. masz do mnie przyjsc i pojdziemy tam razem, a teraz wynos sie! - jak zwykle mile pozegnanie..
Wybieglam z sali..bylam tak wsciekla, ze nie zauwazylam Love..

- co sie stalo?
- pozniej CI powiem..
- zawsze pozniej, powiedz teraz, nikt nas nie slyszy a w dodatku mamy przerwe!
- spotkalam rano Remigiusa..
- tego slicznego chama z 7. roku?
- chama? tak, to ty go znasz?
- najwiekszy przystojniak w szkole..ale ciemny z niego charakterek - zasmialysmy sie
- jak my wszyscy, ale my tylko rozmawialismy
- no to gratulacje!poderwac Remika..
- dzieki..ale chodzmy moze juz na mikstury..
- no chodzmy, bo nie zdazymy..
Schodzilysmy z gory i schodzilysmy, az wkoncu tak sie zamyslilam, ze spadlam z kilku schodkow w..w ramiona Remika!

- oo..Ksiezniczko, uwazaj!
- dzieki..
- chyba teraz bede Cie juz lapal zawsze?-szepnal mi do ucha
- chyba tak- odpowiedzialam- ale teraz musze juz isc, dzieki- i pocalowalam go w policzek
- uu..Elfi..juz po Tobie!
- Love, przestan!
- tak, juz zaczynasz swiecic
-to zawstydzaj mnie jeszcze bardziej!
I tak zadowolone poszlysmy na mikstury a pozniej na obiad..

- co na obiad?
- chyba jakies kluski z burakami i sosem..
- mniam, miesko!
- Love..nie badz morderca..
- oj..Elfi!
Po obiedzie wszyscy bylismy zwolnieni z dalszych lekcji, poniewaz ich nie bylo z powodu rady pedagogicznej, wiec razem z Love wzielysmy sie za lekcje i nawet nie zauwazylysmy kiedy nastala 7.53..

- Love, ja lece..
- nom, uwazaj na siebie!
- Ty tez!
- narazie
Pobieglam jak najszybciej do klasy tej wrednej baby, spojrzalam na zegarek 8.00 zapukalam

-prosze!-zimny glos
I weszlam..
- punktualnosc to wazna cecha!
- wiem, pani profesor..
- ale teraz ty i pan Sollider udacie sie za mna..-Sollider? Remik! odwrocilam sie a on stal z tym swoim wrednym usmieszkiem..

- witaj..
- Chodzcie!
I poszlismy za ta wredna baba do lochow, aby czyscic ku jej radosci kociolki...

- za co?- zapytalam
- za chamstwo i moj wredny charakter
- ty masz chamskie zachowanie?od kiedy?
- od zawsze, wlasciwie to jestem zimnym, zlym chlopcem!
- nie wierze..-mrugnelam do niego
- w stosunku do Ciebie nie jestem
- zauwazylam
- wchodzcie! macie tu gabki i wode! szorujcie!
I szorowalismy 2 godz, 3 godz. az jej sie znudzilo pilnowanie nas i wychodzac na wychodne rzucila:

- macie sprztac! na drzwi naloze zaklecie monitorujace!

I wyszla..

- chociaz mamy troche czasu dla siebie!
- nom mamy, ale wole najpierw to skonczyc..
- no to chociaz porozmawiajmy
- dobrze..

Nasza rozmowa trwala 3 godziny ..

- chyba o nas zapomniala..
- to dobrze - odpowiedzial i przysunal sie do mnie
- czy ja wiem..jestem zmeczona juz.. Remik a co ty robisz?
- caluje CIe..- rzeczywiscie zaczal calowac mnie po szyji...
- nie uwazasz, ze to za szybko?
- rzeczywiscie...przepraszam.
- ..
- SKONCZYLISCIE?!- zimny glos..
- tak pani profesor
- zobaczymy - sprawdziala wszystkie kociolki- no wiec idzcie!
- dowidzenia pani profesor

I poszlismy ja w swoja strone i on w swoja strone..z marzeniem polozenia sie..Gdy weszlam do pokoju i spojrzalam na zegarek..zasmialam sie byla 3. rano..no to mam 2.godziny snu ..i zasnelam..

skomentuj (5)




2005-03-04 10:20:14 >> nie licze dni wiec roz 3 (Love, wakacje i nie chybny powrot do szkolnej rzeczywistosci)

po 2 tygodniach(co tak dlugo?!)odpisala Love..

Elfi,
naprawde, jestem bardzo szczesliwa, ze wokncu Twoj cudowny usmieszek powrocil! wyobraz sobie! Tata sie zgodzil! Przyjade do Ciebie jutro, zgadzasz sie?
Love


Tak bardzo sie ucieszylam sie z tego listu, ze poprostu myslalam iz oszaleje z radosci;)!
- Mamo, Mamo!- zawolalam rozesmiana
- Tak - ledwie uslyszlama glos Mamy..
- Mamo! Gdzie ty jestes?
- W kuchni!- Mama w kuchni? dziwne ale co tam:)
- Mamus! Love przyjedzie!
- Elfi, a pytalas Tate czy mozesz kogos zaprosic?
- Ee..noom..nie...
- No wlasnie, wiec biegnij sie zapytac! - dodala z usmiechem
- juz, juz biegne!
Przebieglam caly dom(czyli wzdluz i wszerz), ale Taty nie bylo nigdzie..
A moze jest w tej zamknietej czesci? - zastanawialam sie..Tak! Pewnie jest tam, tylko..jak tam sie dostac?
Podeszlam do wielkich drzwi z dwoma jakby zywymi wezami (naprawde ruszaja oczami!)hmm..jak by tu wejsc ..- myszlalam goraczkowo;)nacisnelam klamke i ..nic!
- Jak tu wejsc? - powiedzialam na glos, ale zamiast swojego glosu uslyszlalam dziwny dzwiek, co to bylo?jakby syk? Musze Mamy spytac, ona napewno bedzie wiedziala! Zastanawiajac sie nie zauwazylam, ze te wredne drzwi sie otworzyly, a w nich stanal Ojciec..

- co tu robisz? - burknal nie przyjemnie, o co mu chodzi?
- szukalam Cie.. i wlasnie chcialm tu wejsc, zeby zobaczyc czy Cie tu nie ma..
- a co chcesz ode mnie? - powiedzial juz normalnym tonem
- to moze przejdziemy sie do mojego pokoju? - idac do moich komnat zapoznalam Tate z pomyslem przybycia Love do nas(nas?)...
- no dobrze, a kiedy ma przyjechac? - zapytal
- noom, chcialabym, zeby jutro..Tatusiu..proooosze - spojrzalam na niego blagalnym wzrokiem
- jesli mama nie ma nic przeciwko..
- nie ma, nie ma! - juz wiedzialam, ze powie "dobrze" ale..
- no to..zgadzam sie, ale pod warunkiem! -mina mi zrzedla..
- jakim?
- po 1. nie bedziesz juz wiecej chodzic do tamtej cze..
- ale dlaczego?!
- JA teraz mowie! nie przerywaj mi!- syknal gniewnie
- przepraszam..
- wiec nie bedziesz tam chodzila, a po 2. to nie rozwalcie dworu!- tylko dlaczego nie moge tam chodzic?
- jupi! Tatus, jestes cudowny!!- rzucialm sie mu na szyje
- przestan, chcesz mnie udusic?! - krzyknal rozbawionym glosem
- z najwieksza ochota;)-odpowiedzialam
- no to ciekawych rzeczy sie dowiaduje! - weszla rozesmiana Mama, uwielbiam takie chwile!
- Cos sie stalo Kochanie? - zapytal Tato
- nie, poprostu przyszedl Tom..
- cholera! mowilem, zeby tu nie przychodzil ten..
- uspokoj sie Serp!
- dobrze..- i wyszedl szybko z mojej komnaty, ale to pieknie brzmi;)
- Mamo, co jest w tej drugiej czesci domu? Tej za tymi wielkimi drzwiami z wezami?
- to nie czas na ta rozmowe Elfi, powiem Ci jak bedziesz starsza - jej ton kazal mi zapomniec o dalszej rozmowie..
Postanowilam napisac odpowiedz do Love, wkoncu pewnie dziewczyna sie denerwuje!

Slonko!
Tatus sie zgodzil! mozesz jutro przyjechac o ktorej chcesz!
Elfi


Po tej wielce dluugiej wiadomoci wybralam sie na spacer do ogrodu, ktory jest imponujaco wielki i piekny..!:)Siedzac i marzac czekalam na koniec dnia, aby zobaczyc moj ukochany zachod slonca ..:)
*
Nastepny dzien (chyba 21.08)

Gdy przyjechala Love zostalo 2 tyg, do rozpoczecia roku szkolnego:) swietnie sie bawilysmy, naprawde, nie wiedzialam, ze przyjaciele sa tacy cudowni! a skad mialas wiedziec, skoro nigdy ich nie mialas? - szepnal wredny glosik w mojej glowie
Siedzialasmy w ogordzie, gdy wpadlam na pomysl:
- Love..a moze tak co roku bedziemy do siebie przyjezdzac?
- mmm..
- to "mmm" mam wziasc za tak?
- oczywiscie Elfi!:) tylko jeszcze musimy sie rodzicow zapytac..
- no wiec chodzmy! - i pobieglysmy do salonu, gdzie na uroczysty obiad przyjechal juz Tata Love..
- Tato, Mamo, Prosze Pana..czy bedziemy mogly co roku do siebie przyjezdzac na wakacje?
- Jak zwykle, prosto z mostu! Elfi, wiesz, ze zawsze Love jest u nas mile widziana, wiec nie widze problemu..prawda Serp?- powiedziala Mama
- tak Viv
- Tatooo, zgodz sie, prosze - Love wkroczyla do akcji:)
PRzygladajac sie calej tej scenie poczulam w powietrzu jakies dziwne uczucie..jakby strach, ale kto sie kogo boi?
- emm..mm...Love..
- proszeeeeee....-znane juz blagalne spojrzenie
- no wiec, no wiec..dobrze
- JUUUUPIIIIIIIIIII!! - obydwie skakalysmy ze szczescia
- dobrze dziewczynki, a teraz obiad!Idzcie umyc rece!

I tak juz co roku do siebie jezdzilysmy!

*

Piekne sa te wspomnienia, ale chyba juz ich wystarczy? Teraz rozpoczynam pisac terazniejszosc...(dzien..hmm..30 listopada?)

A wiec jestesmy z Love, Vil i Fran na 6. roku, i chodz znamy sie z Fran i Vil juz 6. lat to jednak najbardziej ufam i najbardziej lubie Love..w zasadzie Love stala sie juz calkiem jak rodzona moja siostra, i teraz wszystkie problemy, klopoty czy inne rzeczy przezywamy razem:)milostki, romanse, ale tez ciemne strony naszego Ziemskiego zycia..
Na 6. roku jest bardzo ciezko, bo mamy bardzo duzo nowych przedmiotow , ale z Love sobie jakos radzimy..tylko, ze ja mam problem z Soulings, czyli nauka o duszach, tzn. na lekcjach z podrecznikami jakos sobie radze, ale na praktycznych leckcjach w ogole nic...nie umiem "zajrzyc" w niczyja dusze, nie umiem zaglebic sie w czyjs umysl...choc potrafia to nawet najslabsi..Pani stwierdzila, ze albo nie potrafie zrozumiec teorii o duszy albo poprostu jestem zbyt mroczna..ja mroczna? w jaki sposob? tzn. wszyscy z naszej szkoly sa mroczni, ale..ale "niezapomnij, poprzez krew dziedziczysz wszystko! choc jestes dziwnym przypadkiem..ucze juz tu dobre 100 lat i przewinelo mi sie wiele dzieci nawet takich jak TY, ale wszystkie umialy to robic..moze przeczytaj jeszcze raz teorie i przyjdz do mnie, dobrze?" Slowa mojej nauczycielki..Przeczytalam, poszlam i....zrobilam to! nuaczylam sie! Potrafie zajrzec w czyjas dusze! (Nawet nie wiecie jak bardzo sie ucieszylam!)
Wracajac do pokoju spotkalam LOve..
- widze, ze dobrze Ci poszlo!
- tak, a skad wiesz?
- nie widzials sie w rzadnej szybie?
- nie..- no to chyba juz wiem o co chodzi..
- cala swiecisz! stojac nawet kolo Ciebie czuje Twoja moc!
- czujesz moja moc? ale jak to? - jak to mozliwe? - jak ja czujesz? tzn. co ty teraz czujesz?
-hmm..niewiem jak to powiedziec..hm..czuje takie mrowienie
-hihi, mrowienie mowisz?
I tak wracalysmy do pokoju..cale rozesmiane(nie wiadomo z czego;
)), a w moim przypadku rowniez swiecac..dobrze, ze bylo juz pozno i wszyscy (prawie wszycy) spali:)
Weszlysmy do lozek,
- dobranoc Lovus!
- Dobranoc ELfivus!
I zasypiajac sie smialysmy, nie wiedzac z czego..

*

- Lov! wstawaj!
- coo? - zapytala ziewajc
- wstawaj spiochu! idziemy na spacer!
- ale jest dopiero 5....
- wstawaj- juz bylam lekko wkurzona
Przeszylsmy sie po calej szkole i nawet bylysmy w lesie..a ja wciaz mialam zaduzo sily!
- Elfi, dlaczego mnie obudzilas tak rano? Co jest?
- chcialam sie z Toba przejsc- Zeby pomyslec, i nic glupiego nie zorbic - pomyslalam
- znam Cie Elfi..Nie klam, porsze...
- nie kl..-spojrzala na mnie- no dobrze..wiec mialam bardzo dziwny sen i..
Opowiedzialam jej caly moj chory sen, doslownie chory! Snili mi sie znow Ci ludzie, a wrecz pelno ludzi, placzacych,przerazonych, krzyczacych i pogodzonych z..wlasnie z czym? nie wiem..przechodzilam obok nich, a oni spogladali na mnie z taka nienawiscia, az mnie ciarki przechodzily "gdzie ja jestem?!"- pomyslalam - zobacz co jest za dzwiami- krzyknal caly we krwii mezczyzna- zobacz co jest za drzwiami!
- za jakimi drzwiami?! - obudzilam sie..
Po spacerze poszlysmy na sniadanie..
- co jest dzisiaj do jedzonka? - zapytala Lo
- Nie wiem..mam nadzieje, ze nie ryby ..tfu!nienawidze ryb!
- o..i Twoje zyczenie sie spelniolo! nie ma ryb!
- i dzieki Bogu - pomyslalam
- co mamy pierwsze?
- Soulings.. no to swietnie:) - razem zlapalysmy za dzem
- Boze! - krzyknelam
- Elfi co Ci jest?
- ni-nie wiem..zobaczylam Cie-ebie martwa!
-c-c-oo? - Lo wygladala na porzadnie przerazona
- chodzmy stad...
Przed sala Soulings Lo wkoncu zapytala:
- wiec?
- mialam chyba jakas wizje...- nie pierwszy raz zlociutka - szepnal znow ten glosik
- i?
- no i wiesz co widzialam..
- Prosze wchodzic!- glos nauczycielki przerwal nam rozmowe
- pozniej Ci opowiem jeszcze raz! - rzucilam siadajac w lawce
I lekcja sie zaczela..
skomentuj (3)




2005-02-26 20:50:36 >> cd roz 2( przeszlosc, czyli podroz, spodkanie z ojcem i wakacje)

po podrozy bylam bardzo zmeczona i odrazu gdy tylko dotarlysmy do domu zostawilam wszystko w przedpokoju i poszlam sie polozyc w moim kochanym lozku
-Elfivien, choc zjesc kolacje!
- Mamo, jestem bardzo zmeczona, nie chce mi sie..
- no to spij, jak wstanisz to zjesz..
- dzieki!
Po tej rozmowie o ile mozna to nazwac rozmowa polozylam glowe na poduszce i zasnelam..snilo mi sie, ze szlam dluga i ciemna scieszka, bardzo daleko ode mnie byl wielki czarny dom, dom tak wielki, ze spokojnie mozna by powiedziec, ze to dwor jakiegos lorda, hrabiego czy Bog wie kogo. Chcialam dojsc szybko do tego dworu ale nie moglam, bo im ja bylam juz coraz blizej on sie oddalal..w pewnym momencie ujrzalam jakis ludzi...jesli to byli ludzie byli jacys tacy biali)(bledsi ode mnie!)..polprzezroczysci z krwia na szatach..na twarzach mieli wypisany bol, upokorzenie i strach..i szli wlasnie do tego dworu...gdy mnie spostrzegli, przerazili sie..jakies male dziecko zaczelo plakac i krzyczec:"ja nie chce, zeby mnie bili..! mamo, zrob cos! ona idzie! mamo, mamooo" zdziwilam sie tej reakcji i zaczelam wyjasnia, ze ja tylko chce dotrzec do tego domu...i nagle obudzilam sie i zobaczylam bardzo przerazona Mame..
- Kochanie, co Ci sie snilo!?!?!
- Mamus, to bylo straszne!- i zaczelam opowiadac Mamie sen...gdy skonczylam, powiedziala - nie martw sie to tylko zly sen!Wszystko bedzie dobrze. A moze zejdziesz teraz na sniadanie?
- sniadanie?!?!?! jak to sniadanie? przeciez ja spalam tylko..
- cala noc, teraz jest 7 rano..
- acha, no wiec dobrze, z najwieksza checia zjem sniadanie!
*
Okolo poludnia Mama kazala mi sie ladnie ubrac..zrobilam jak chciala, zalozylam moja ulubiona purpurowa szate..a gdy zeszlam na dol zauwazylam, iz Mama rowniez zalozyla elegancka suknie i szate..
- Mamo, czemu sie tak wystroilysmy?
- Zobaczysz! - usmiechnela sie lekko i wyszla na dwor...Ech..cos nie najlepszego sie szykuje..A moze pozory tylko myla?
Poniewaz Ciocia nauczylam mnie teleportacji, ktora dopiero w 2 klasie sie opanowywuje, moglysmy z Mama spokojnie teleportowac sie..I tak tez zrobilysmy..Aportowalysmy sie wlasnie przed tym wielkim czrnym dworem z mojego snu..
- Mamo, gdzie my jestesmy?!-spytalam przerazona, przeciez o TEN dwor!!
- W Czarnym dworze, miejscu zamieszkania Twojego Ojca..
Kolana sie podemna ugiely! Czyli dziasiaj jest dzien, w ktorym poznam swojego Ojca!Czyli dlatego Mama kazla mi sie ubrac elegancko i sama ubrala sie przepieknie..tylko dziwne jest to, ze nigdy tu nie bylam a jednak ten Dwor mi sie snil...dziwne, nieprawdaz?
- powiedz Panu, ze Vivien i Elfivien juz przybyly(moje i Mamy imiona podobnie brzmia,ale to juz chyba od ilus wiekow panuje taka moda, same Elfivienn, Vivien, Vanilienn i takie podobne..:))
- tak Pani, Viv idzie..
-Niegadaj tyle, tylko idz!
Zdziwilam sie, Mama krzyczaca? nigdy tego nie widzialam..
Weszlysmy do salonu, wielkiego czarno-zielonego salonu..pelno w nim bylo starych mebli i..przedmiotow sluzacych do Czarnej Sztuki..Moj Ojciec - CZarny Lord?..tak, tak...te spojrzenia, szepty pelne nienawisci i strachu..ten dwor,kim innym by mogl byc moj Ojciec jak nie zlym facetem? Myslalam, ze ludzie sobie zartuja albo cos..ale nigdy bym nie pzrypuszczala, ze to bedzie prawda..
- Witaj Viv..- do salonu wszedl wysoki mezczyzna, mial czarne z przeblyskiem grantu wlosy zwiazane z tylu, blada cere..i czerwone, CZERWONE OCZY! dokladnie tekie jak moje! To napewno moj ojciec..- widze, ze wkocu zdecydowalas sie przedstawic Corce OJCA, a ojcu CORKE...-zaakcentowal slowa..
- jak widzisz Serpens..-Ojciec przygladal mi sie..uwaznie cal po calu i w koncu powiedzial- nie podejdziesz do Ojca? nie wiesz jak sie nazywam? Czyzby Mamusia nie powiedziala Ci kimze ja jestem?
- powiedziala..ee..Tato?..
- no widzisz, a teraz podejdz do mnie..- kurcze..mimo, ze to moj ojciec balam sie go..przystojny z niego facet, ale jednak czuje do niego respekt oraz jego moc, musi byc poteznym Mgiem! ..ale podeszlam..a on jak spragniony milosci corki Ojciec przytulil mnie i powiedzial ciocho - wkoncu jestes, coreczko..
- tak tato, jestem - dzieki tej krotkiej rozmowie przestalam sie go bac! dalej wygladal poteznie ale nie balam sie go!
Usiedlismy w wygodnych fotelach i rozmawialismy, a ja czulam sie taka szczesliwa, iz widzialam poswiate, ktora falowala wokol mnie, nawet Tato az sie rozesmial ..
- gdy bylem w twoim wieku tez nie moglem jej opanowac! Ale teraz chodzmy rozejrzec sie po dworze!
I poszlismy ogladac dwor. Naprawde bylo to wielki budynek, dzielacy sie na dwie czesci..nie wiem co znajduje sie w tej drugiej poniewaz jest odzielona wielkimi, czarnymi drzwiami, ktore sa zamknieta nieznanymi mi zakleciami i sa pieknie ozdobione wezami, ktore maja oczy wysadzane szmaragdami....
Coz..po rozejrzeniu sie wiedzialam, ze mam do swojej dyspozycji az 5 pokoji!Ale rodzice i tak maja ich chyba z 15..naprawde nie moglam ich wszystkich zapamietac! Wiem tylko, ze wszystkie sa urzadzone na styl CZaronoksieski!(weze, zielen i czern, jakies dziwne przedmioty, ktorych nie chcialabym wcale pozanac dokladniej)
Po zwiedzeniu tego wszytkiego byl przepyszny obiad, podczas, ktorego Rodzice oswiadczyli mi, ze...Zamieszkam tu z Mama! nawet nie uwierzycie jak bardzo sie ucieszylam!
*
Do domu wrocilysmy tylko po to, aby sie spakowac i przeniesc sie do Dworu i to jeszcze w tym samym dniu!:) Napisalam szybko list do Love:
Love!
Poznalam w koncu Ojca! wlasnie pakujemy sie z Mama, aby wyprowadzic sie do Niego! nawet nie wiesz jak bardzo sie ciesze! Teraz to juz napewno mozesz przyjechac do mnie na wakacjie! Prosze, zgodz sie!
do zobaczenia, Elfi!

Wyslalam List moim kochanym doreczycielem i teleportowalysmy sie w nowym domu, w nowym zyciu:)


skomentuj (3)




2005-02-22 08:36:13 >> kolejna dawka wspomnien (szkola, powrot i nie chybane spotkanie z ojcem)

jak juz pisalam nie bede wam nudzic dalej o przydziale, ale nastepny dzien byl bardzo cudowny - jesli mozna powiedziec to ironicznie, poprostu w pierwszej chwili lekcji ludzie uswiadomili mnie dlaczego bylam taka obserwowana podczas przydzialu - ojciec, jego rodzina i moja mama oraz jej rodzina - jak juz wsponialam moja rodzina slynie z Mroczne Sztuki i jej podobnym dziedzinom(nekromaci, jasno widzki - chyba raczej ciemno widzki:)i tak dalej) - nie sa Aniolami Dobroci wrecz przeciwnie to raczej Anioly Smierci, wiekszosc rodzin uczniow oraz nauczycieli zginelo z ich rak..a poza tym..moj Ojciec jest Czarnym Magiem czy jak kto woli Czarnym Lordem..wiec mozna sie calkowicie domyslic jego preferncji..:)
Od podrozy mam 2 najlepsze kolezanki i przyjaciolke - Vilandra i Franceska oraz Kochana Love, z Love jestesmy jak siostry..mozemy wszystko sobie mowic i zadna nie powtorzy nikomu nic..a Vil i Fran "uwielbiaja"mnie wlasnie z powodu Tatusia, mojego kochanego TATUSIA, ktorego nawet nie znalam jeszcze wtedy..

1 Rok minal dobrze, oceny tez mialam dobre, a z mistycyzmu mialam najlepsze, wiec Mama byla bardzo szczesliwa, a z listu od P. Romanova z gratulacjami(chociaz ja spalilam sie ze wstydu:)) byla wrecz dumna!

w dorodze powrotnej, czyli w przedziale jak zwykle bylysmy ja, Vil, Fran i Love oraz nasze kochane zwierzaki + moj wezyk o ktorym wiedziala tylko Love(coz, bez mojego przyjaciela na rece chyba bym nie przezyla:)), wiec podroz minela spokojnie Vil i Fran byly zakochane w tym samym chlopaku..naprawde, wspolczuleje mu takich wielbicielek jak one ...i caly czas sie mnie pytaly czy mi sie podoba i co o nim sadze..ech..mozna oszalec z nimi:) ale w koncu pociag zaczal zwalniac i znalezlismy sie na dworcu..Wysiadajac katem oka zauwazylam Mame i choc moze to smieszne poczulam ulge, ze ja widze..naprawde bardzo sie stesknilam za nia..przy wagonie pozegnalam sie z Vil i Fran(ktore oczywiscie pobiegly do "ukochanego")i zabralam Love by przedstawic ja Mamie..

- Mamus! tak bardzo tesknilam!
- ja tez kochanie, ale poczekaj chwilke z tymi radosciami, moze przedstawisz mi wkoncu ta przyjaciolke , o ktorej ciagle pisalas? - Love juz byla czerwona..
- dobrze, wiec Love to jest moja Mama, Mamo to jest LOve Garney
Teraz juz calkiem czerwona Love powiedziala "dzie-dzien do-obry", a MAma z usmiechem odpowiedziala:
- ciesze sie, ze ELfivienn znalazla wkoncu taka przyjaciolke. Mam nadzieje, ze zaprosila Cie do nas na wakacje?
- Mamo, wlasnie mialam poprosic Cie o zgode!- usmiech mialam jak szalona z radosci:)
- To jak przyjdziesz? Looov porsze - No dobrze, tylko nie wiem co na to moj tata-odpowiedziala ciocho - TO zapytaj sie go i napisz do nas! - zaproponowalysmy rownoczesnie z Mama:) - dobrze..:), no to dowidzenia, czes Elfi - Papa - przytulilysmy sie w siostrzany sposob i wyszlam z Mama z peronu.
- Jak bylo w skzole?
- dobrze choc, wszyscy podczas przydzialu patrzyli na mnie z taka nienawiscia, ze sie wystraszylam..
- obawialam sie tego..a jak bylo pozniej?
- duzo osob traktowalo mnie chlodno albo z lekiem choc co poniektorzy z taka nienawiscia..ech..
- wybacz mi corciu..- niebardzo wiedzialam o co chodzi mamie ale - wybaczam, i nie martw sie juz, wszystko jest dobrze - choc nie jest to trzeba bylo cos powiedziec mamie:)
- wsiadaj ..
- juz Mamciu..

I tak dojechalysmy do domu by za 48 godzin wyruszyc w podroz do Ojca..na pierwsze w moim zyciu spotkanie..

cdn...:)
skomentuj (2)




2005-02-16 09:09:49 >> przeszlosc, czyli troche wspomnien..

Tak jak kazdy to robi, tak i ja powinnam sie opisac, choc musze sie przyznac, ze nigdy mi to nie wychodzi ale sprobuje:
wiec jak zapewne wiecie nazywam sie Elfivien Glacier, mam 16 lat i chodze do Akademi Mrocznych Sztuk (dyrektorem jest wspanialy pan Michal Romanow:)), szkola znajduje sie gdzies w Szkocji, ale nie jestem tego pewna..wkoncu chyba sam dyrektor wie gdzie sie znajdujemy:). Mam bardzo jasne wlosy (niektorzy mowia na mnie biala:)) i jasna skore, czyli to pseudo idealnie pasuje do mnie:) poza tym mam wielkie, czerwone oczy(tzn.teczowki) "w ktorych zionie pustka" oraz "wygladaja jakbys w nocy sprobowala patrzyc w dno jeziora" -tak mi kiedys powiedziano przez "zyczliwe osoby". Mieszkam z Mama i niania (to moja jasna ciocia noom, prawie jasna:))w malym domku, z moim ukochanym kotkiem i wezem - choc moze sie wydawac to dziwne lubia sie bardzo :) Nie znam swojej rodziny ani od strony Mamy ani od strony Ojca, w ogole to prawie nie znam Ojca...
Gdy bylam mala nie wiedzialam, ze jestem czarownica, w ogole nie wiedzialam, ze moja Mama - dobra kobieta, kochajaca i szanujaca wszystkich i wszystko jest Czarownica i to jeszcze nie dosc, ze piekielnie dobra to jeszcze niestety Mroczna Czarownica - ale czy naprawde "niestety"?
O tym, ze jestem obdarzona darem Magicznej MOcy dowiedzialam sie przez przypadek, otoz znalazlam Mamy pamietnik, w ktorym opisala klotnie z rodzina (chodzilo o jej meza , mojego ojca, ktory nie jest dobrym facetem z tego co przeczytalam - choc dla Mamy jest poprostu Aniolem:)) ale oprocz klotni rowniez Mama opisala, ze nie wie co robic gdy sie urodze..nie chciala zabardzo, zebym wkroczyla na Morczna sciezke tak jak cala moja rodzina( doslownie cala - nawet jeden z Czarny Panow byl z mojej rodziny) po czesci ja rozumiem, nie chcac narazic dziecko na takie zycie(mordercy i bydlaka) odsunela sie od rodziny na tyle ile mogla..nawet sobie przypominam, ze gdy bylam mala znikala na kilka dni zostawiajac mnie ze swoja Jasna przyjaciolka..a wracala w stanie ..hmm..poprostu nie najlepszym ale zawsze gdy mnie widziala mowila"witaj kochanie, mamusia musiala wykonac ciezka prace"- teraz juz wiem co to za praca byla...ale takie jest zycie:) ..
Gdy mama mnie nakryla z JEJ pamietnikiem w reku, zamarla..zapytala co przeczytalam, i usiadla w swoim ulubionym fotelu bardzo blada.. powiedziala, ze naprawde chciala mi powiedziec, ale jeszcze nie teraz.. opowiedziala mi dokladnie o tej klotni i wyprowadzce do tego domku, o zyciu bez ukochanego meza i ukrywaniu wszytskiego w tajemnicy, oraz o tym, ze rzucila na mnie "Memorio!" bo, gdy bylam mala zaczelam ujawniac swoje moce, a Mama nie chciala, zeby pierwszymi przeblyskami mojej MOcy byla odrazu czarna Magia(doslownie nie pamietam tego ale mama powiedziala, ze umialam juz nawet zabic mysz..no moze to smieszne ale dla dziecka rocznego..)chciala zebym wyrosla na dobra Jasna czarownice..lecz los chcial inaczej..gdy moja niania dowiedziala sie, ze wiem o swojej Mocy (lecz ona wiedziala wiecej - wrozbitka, nekromatka, wzywajaca zmarlych)przepowiedziala mi, ze : "bedziesz miala moc jakiej nikt jeszcze nie posiadal. Tam gdzie sie pojawisz, wszyscy beda czuc TWoja moc! Wszystko bedzie zalezalo z kim bedziesz chciala byc..z Jasnymi czy z Mrocznymi..Pamietaj, masz moc, o ktorej wszyscy beda marzyc i beda CI zazdroscic" i dodala :"uwazaj Corko!" - zakonczywszy swoja przepowiednie usmiechnela sie..
Ciocia zawsze lubila Czarna Magie i to ona mnie jej uczyla podczas, gdy nie bylo Mamy, a jej Jasna przyjaciolka zniknela wraz z nia na pare dni..choc mialam podczas pierwszych lekcji tylko 10 lat ciocia stwierdzila, ze jestem silniejsza od niej choc ona byla pelno letnia, wyszkolona Mroczna Czarownica! Mama po powrocie zauwazyla zmiane..otoz wkol mojego ciala wytwarzala sie niebieska poswiata..juz wiedziala..
Pobiegla do pokoju cioci zapytac dlaczego uczylam mnie Czarnej Magii..a ciocia odpowiedziala :"to tylko od niej bedzie zalezalo kim bedzie - jasna czy mroczna, lecz i tak nie mozesz powstrzymac przeznaczenia..ani nie oslepisz innych..tylko gdy ja zobacza odrazu beda wiedziec, ze jest POTEZNA czarownica! nawet lepsza od CIebie i Twojego meza!(Ciocia uwielbiala tate..nie wiem jeszcze JESZCZE czemu ale sie dowiem!:))" ...
..Teraz jestem na 6 roku..ale nigdy nie zapomne pierszego wejscia na ulice, a raczej na najcudowniejsza na swiecie uliczke - "breaking", dziwna nazwa ale co tam! gdy weszlysmy z Mama (musiala byc niedostepna dla Niemagicznych) od razu ludzie zaczeli sie mi przygladac, a dokladniej nam dwom..nie pisalalam wczesniej, ale moja Mama jest bardzo piekna Kobieta - przeciez ma w sobie krew Elfow! Ma takie same wlosy jak ja ..ogolnie wygladamy tak samo tylko mama ma niebieskie oczy..ale tak samo puste jak moje:) to chyba rodzinne:), ale wrocmy do tych ludzi..patrzyli na mnie jak na kogos kto jest doroslym Czarnym Lordem w cialku 11 letniej dziewczynki..wstraszylam sie troszke..ale mama powiedziala, ze to przez moja poswiate, ktora widac i moja moc, ktora mozna wyczuc:) nie czulam sie zyt pewnie ale zrobilysmy zakupki czyli potrzebne do szkoly rzeczy i wracalysmy do domciu:)
Przez reszte wakacji odliczalam czas by pierwszy raz wyruszyc bez Mamy, w nie znane i by po pierwszym roku wkoncu poznac ojca...

1 wrzesien:

- wstawaj ELfivien! spoznimy sie!
- mamo, juzz ideeeee..-zakoczenie pzerwalo mi potezne ziewniecie
-wstawaj natychmiast!
Nom i wstalam by sie przewrocic i niemal sobie zlamac reke:) ale coz..
-mamo, gdzie jest Tia?!(tia to moj waz:))
- w koszyku! schodz szybko!!
- juz schoodze(ubrana zapomoca zaklecia od cioci;))ale bede miala Tie na rece...
-DObrze a bierzesz Qirke?(Quirke to moja nowa sowa, ktora wyglada lekko jak jastrzab, ale jak by mialo byc inaczej!:))
- oczywiscie musimy jakos rozmawiac:)
Droga na peron byla szybka, lecz ledwo zdazylam wskoczyc do pociagu, ktory odjezal juz:)
- Mamo! pamietaj o Tacie!
- Dobrze kochanie..bed..
Nie doslyszlama reszty bo pociag juz odjechal z peronu..siedzialam myslac jak bedzie wygladala nowa szkola gdy..
- wszyscy gadaja, ze ona tu jest!
- to nie mozliwe, przeciez ona mieszka gdzies we Francji!
- moze mieszkala...gdzies tu musi byc..
Suchalam tej dziwnej rozmowy, gdy nagle drzwi sie otworzyly i stanely w nich dwie dziewczyny, na moj widok zrobily dziwna mine i..
- Eee...Czesc!
- Czesc...
- nazywam sie Vilandra Elddi, a to jest Franceska Lsaw, a ty chyba jestes Elfivienn Glacier?
- milo mi, i tak jestem Elfivienn Glacier, a skad wiesz?
- trudno bylo by nie wiedziec..Twoj ojciec jest znanym...
- znanym CZarodziejem - dokonczyla Franceska
- w naszej szkole bedziesz bardzo...
A ja zamiast sluchac ich siedzialam i myslalam. Dlaczego ja nic nie wiem o swoim WLASNYM ojcu?! wszyscy wiedza o nim a ja nic..kompletnie ..nie wiem nawet jak sie nazywa ale troche glupio bylo by sie ich spytac...
- Elfivienn, sluchasz nas?
- tak..tylko sie troche zamyslilam:)
- aha, a wiesz...
Do przedzialu weszla dziewczynka..przestraszona troszke..a gdy nas zobaczyla to juz wogole sie speszyla..
-prze-przepraszam..ja tylko..
- nie musisz sie tlumaczyc- odpowiedzialam- tak w ogole to jak sie nazywasz?ja jestem Elfivienn Glacier, a to sa Vilandra Elddi i Franceska Lsaw..
- jestem Love, Love Garney..-odpowiedziala speszona
- hmm...ciekawe imie..
- doprawdy bardzo piekne
- mi sie wydaje troche dziwne, ale tak sie tacie podobalo..
- twoj tato ma dobbry gust - Love usmiechnela sie, widac bylo, ze sie rozluznila
Reszta podrozy minela przy milych rozmowach, kazda opowiedziala o sobie, swojej rodzinie i w ogole..ale czulam, ze one ode mnie czegos oczekuja tylko nie wiedzialam czego..nagle do przedzialu wpadl chlopak (mogl miec wtedy ok. 15 lat :))
- czesc, jestem Tom de Wood - powiedzial- przebiezcie sie, niedlugo dojedziemy do akademii
Po wyjsciu Toma Franceska i VIlandra zaczely piszec..
- dziewczyny, spokojnie! to tylko chlopak!
- ale jaki chlopak!! cudowny,pienky!
- co tam ladny Franceska! on jest jak aniol..
- tak aniol smierci - odpowiedzialam
Zrobilo sie troche dziwnie ale wszystkie sie przebralysmy i atmosfera sie polepszyla:)
Wysiadlysmy z pociagu i podeszlysmy do jakiejs Kobiety, ktora wygladala jak jakis bardzo dziwny duch..ale okazala sie byc mila osoba..zaprowadzila wszystkich pierwszorocznych do szkoly przez blonia..ktore byly super bloniami, poniewaz mozna bylo na nich zobaczyc wszystko co sie chcialo!w szkole, zaprowadzono nas do wielkiej sali..naprawde tak wielkiego pomieszczenia nie widzialam..ale mimo wszystko bylo w niej pieknie..
Na srodku sali stal kot, tak kot, ktory chyba mial nas przydzielic do odpowiednich domow..
i moje podejrzenia oczywiscie okazaly sie prawdziwe..
- Kazdy po uslyszeniu swojego nazwiska podejdzie do Riddle'a a on przydzieli kazdego w odpowiednie miejsce..- powiedzial mezczyzna, ktory wygladal na elfa! dokladnie na Elfa!
Po wywolaniu kilkunastu chlopcow i dziewczat przyszla kolej na ..
-Elddi Vilandra- Vil bardzo przerazona idac do kota potknela sie niemal przewracajac Elfa..-Prze-przeprasz-szam..
Kot po dlugim siedzeni Vil na kolanach zamruczal spiewnie : "Serpens!"
Vil szczesliwa pobiegla do stolu Serpens'a - dom Serpensa..hmm..to jest dom, z ktorego wyszlo najwiecej Mrocznych, ale wszyscy tu jestesmy Mroczni...ale ten dom ponoc ma najlepszy poziom! chcialabym tam byc z Franceska, Vil I love..
- Ers Damian - Damian byl wysokim i przystojnym chlopcem..ciekawe gdzie trafi;)?
Kot powachawszy tylko Damiana Krzyknal:"Bazi!" - Bazi..slyszlama o tym domu..ponoc nie jest ona najlepszy..
- Glacier Elfivienn! - na sali zrobilo sie bardzo cicho... Sam p. ROmanow spojrzal na mnie..a wlasciwie to wszyscy patrzyli wlasnie na mnie! ciekawe czemu...
Kot usiadl mi na kolanach..- mrr...mozesz byc jasna czarownica..ale mozesz byc tez Mroczna..gdzie by Cie przydzielic?....hmm..gdy trafisz do Serpens'a zostaniesz mroczna jak twa matka i ojciec a gdy do Vipery bedziesz miala szanse wrocic na Jasnosc lub przejsc na Mrok calkowicie...trudny wybor - kot mruczal tak chyba z 20 minut, czulam sie naprawde glupio..wszyscy na mnie patrzyli..nikt nic nie mowil...a jeszcze kot nie wiedzial gdzie mnie przydzielic...normalnie cudownie!

SERPENS!!

usmiechnelam sie szczesliwa, bede z Vil! chyba ja polubilalm:)
A przy stole Serpens'a zrobilo sie tak glosno, ze przez pare chwil nie mozna bylo kontynuowac przydzialu..
Do naszego domu rowniez trafila Love i Franceska! tak bardzo bylam szczesliwa....!

..tak wygladaja moje wspomnienia z ceremoni przydzialu..ale nie bede was dluzej tym nudzic..jutro juz opisze co sie dzialo podczas 1 roku i jak doszlo do spotkania z ojcem..



Do zobaczenia!

skomentuj (2)




2005-02-15 14:00:18 >> new

nowy admin, nowy wyglad, nowa tresc..


skomentuj (1)



Lay by © Czarna for Szablony Czarnej & Szablony